Mamy sierpień, więc po raz czwarty już ruszyła inicjatywa, której celem jest zapełnienie "wirtualnej przestrzeni publicznej" rozmowami o grach fabularnych tak, by jak najwięcej osób zaintrygować i zachęcić do dołączenia do hobby. Na każdy dzień sierpnia przygotowano jedno eRPeGowe pytanie, na które powinno się odpowiadać (przynajmniej w założeniach twórców inicjatywy) na Facebooku, Twitterze, instagramie... czy innych mediach społecznościowych. Ruszyła akcja #RPGaDAY2017...
A jako że robię to źle i jestem aspołeczny pozwolę sobie na komentarz na własnym blogu. Ponadto nie udzielam odpowiedzi na wszystkie pytania, bo nie na każdy z tematów mam coś do powiedzenia. Na przykład taki dzień piąty - która okładka najlepiej oddaje klimat gry? Powiedziałbym, że settingu "Mini War" do Savage Worlds, ale co ja się tam znam - wszystkich okładek przecież nie widziałem...
Dzisiejszy temat (dzień ósmy) to dobra gra na rozegranie sesji dwugodzinnej lub krótszej. Po dłuższym zastanowieniu znam trzy.
InSpectres dzięki swojej lekkiej wolnej formie i mechanice, w której to gracz decyduje sam o efektach swojego powodzenia jest niezwykle szybką grą. W dodatku już w samej wspomnianej mechanice tkwi tykający zegar - przed sesją ustala się "ilość kości", którą należy zdobyć by rozwiązać sprawę tajemniczych zjawisk paranormalnych. Kości zdobywa się z każdym odniesionym sukcesem i idzie to dość sprawnie. W praktyce "sesja na dziesięć kostek" zajmuje poło półtorej godziny.
Kolejną grą do szybkich strzałów jest "Fajerbol" Łukasza 'Skavenlofta' Kołodzieja. Raport z sesji Noobirusa sugeruje, że sesja zajmuje około pół godziny na każdego gracza przy stole. I choć osobiście przy pierwszej styczności z tym tytułem przekonałem się, że to nie do końca i nie zawsze prawda, tak po nabyciu praktyki i "obtrzaskaniu" z grą - sesje stają się szybkie, luźne i przyjemne. Ostatni raz sięgałem po "Fajerbola" nie tak dawno temu, krótko po powrocie do Poznania, kiedy przy nadrabianiu zaległości towarzyskich sporo czasu zeszło na rozmowy, a mało zostało na sesję.
Ale absolutnym faworytem jeśli chodzi o szybkie sesje jest system, w który swego czasu rozegraliśmy sporo sesji na dawnym serwerze TeamSpeak GFO. Nieraz zdarzyło się, że zebraliśmy się i w kilkanaście minut rozpoczynaliśmy grę. Była to przez długi czas ulubiona gra do spontanicznych jednostrzałów wielu MG. Czasami rozgrywka zamykała się w pół godziny. No bo jak długo kilku prostolinijnych drechów może klepać inwazję kosmitów? Mowa oczywiście o "Obcych na Dzielni" - szybkostrzale szybkostrzałów!
.
Czyli ściany tekstu i relatywnie rudymentarna oprawa graficzna... Czyli ostatni kontakt z hobby statkującego się mężczyzny.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Defend the Block. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Defend the Block. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 8 sierpnia 2017
piątek, 28 sierpnia 2015
Detektywi i łysole...
Pierwszy raz zetknąłem się z systemem InSpectres kiedy znajomy MG zaproponował partyjkę na TS. Nie miałem dostępu do podręcznika, więc grałem tak jak on prowadził. W rezultacie - nawet już po zakupieniu podręcznika - kilka zasad interpretowałem inaczej niż zakładał autor systemu.
W dużym skrócie zmiany sprowadzały się do tego, że w przypadku sukcesu na kościach gracze oprócz swoich działań i ich efektów (czyli tak, jak jest w zasadach) podawali także co z nich wynika w kontekście ich obecnego dochodzenia - wskazówki do rozwiązania sprawy. Dla przykładu przy udanym teście Wysportowania (6 dajmy na to) gracz mógł opisać nie tylko w jaki sposób udaje mu się uciec i jak nieporadna okazuje się bestia, lecz także dodać dwie informacje na temat potwora - że jest wolniejszy od człowieka i że w trakcie biegu porusza się na czterech łapach i nie jest w stanie koncentrować się na niczym innym. Powodowało to, że z lekkiej gry, w której narracja przechodzi z rąk do rąk, InSpectres zmieniało się w grę detektywistyczną. BG nie brali udziału w bezpośredniej konfrontacji, a jedynie identyfikowali paranormalne zagrożenie i sposób na jego likwidację. Sesje kończyły się stwierdzeniem: "...przylatuje helikopter z ekipą sprzątającą, na linach spuszczają się komandosi w czarnych mundurach i pozamiatane..."
Czytając uważnie podręcznik i przesłuchując nagrań sesji na youtube zorientowałem się, że ten system nie do końca działa tak, jak byłem nauczony. A jednak ten odmienny sposób rozgrywki podobał mi się bardziej...
W ten właśnie sposób wpadłem na pomysł pojedynczej kampanii prowadzonej na dwóch systemach. W ramach sesji InSpectres gracze prowadziliby biuro, przyjmowali klientów i rozwiązywali paranormalne sprawy. Problem w tym, że lokalna filia miałaby za niski budżet, by uzyskać wsparcie logistyczne korporacji. Te helikoptery z komandosami? Sorry, nie ma takiej opcji... Gości od brudnej roboty trzeba szukać gdzie indziej...
W rym momencie miała nastąpić sesja drugiego systemu - Obcych na Dzielni. Standardowo gracze wcielają się w osiedlowych drechów, stają się świadkami lądowania obcych, spuszczają im łomot. Pod koniec sesjiz BG spotyka się agent InSpectres i proponuje im pracę przy sprzątaniu. Biorąc pod uwagę tych kilku sponiewieranych kosmitów na ziemi są bardziej niż wystarczająco kompetentni.
Sesje odbywałyby się na przemian, każdy gracz mógłby prowadzić dwie różne postaci lub nawet dwie różne ekipy graczy mogłyby brać udział w tej kampanii. Byłoby to nawet wskazane, biorąc pod uwagę, że zebrane przez agentów InSpectres wskazówki stają się praktycznie zarysem przygody dla osiedlowych chłopaków.
Powyższy wpis dotyczący fuzji dwóch systemów miał ukazać się wczoraj (korespondowałby wtedy z odpowiednią datą inicjatywy #RPGaDAY2015) niestety nie stało się tak z przyczyn niezależnych ode mnie. Tak czy inaczej uważam, że jest on na tyle ciekawy, że usprawiedliwia drobne grzebanie w mechanice obu systemów (oprócz wspomnianych zmian w InSpectres planowałem także dodać mechanikę wynagrodzenia gdzie kości wydane na drechów i przeniesione z Banku funkcjonowałyby w DtB jak JZS wyłącznie do rzutów na Hajs).
W dużym skrócie zmiany sprowadzały się do tego, że w przypadku sukcesu na kościach gracze oprócz swoich działań i ich efektów (czyli tak, jak jest w zasadach) podawali także co z nich wynika w kontekście ich obecnego dochodzenia - wskazówki do rozwiązania sprawy. Dla przykładu przy udanym teście Wysportowania (6 dajmy na to) gracz mógł opisać nie tylko w jaki sposób udaje mu się uciec i jak nieporadna okazuje się bestia, lecz także dodać dwie informacje na temat potwora - że jest wolniejszy od człowieka i że w trakcie biegu porusza się na czterech łapach i nie jest w stanie koncentrować się na niczym innym. Powodowało to, że z lekkiej gry, w której narracja przechodzi z rąk do rąk, InSpectres zmieniało się w grę detektywistyczną. BG nie brali udziału w bezpośredniej konfrontacji, a jedynie identyfikowali paranormalne zagrożenie i sposób na jego likwidację. Sesje kończyły się stwierdzeniem: "...przylatuje helikopter z ekipą sprzątającą, na linach spuszczają się komandosi w czarnych mundurach i pozamiatane..."
Czytając uważnie podręcznik i przesłuchując nagrań sesji na youtube zorientowałem się, że ten system nie do końca działa tak, jak byłem nauczony. A jednak ten odmienny sposób rozgrywki podobał mi się bardziej...
W ten właśnie sposób wpadłem na pomysł pojedynczej kampanii prowadzonej na dwóch systemach. W ramach sesji InSpectres gracze prowadziliby biuro, przyjmowali klientów i rozwiązywali paranormalne sprawy. Problem w tym, że lokalna filia miałaby za niski budżet, by uzyskać wsparcie logistyczne korporacji. Te helikoptery z komandosami? Sorry, nie ma takiej opcji... Gości od brudnej roboty trzeba szukać gdzie indziej...
W rym momencie miała nastąpić sesja drugiego systemu - Obcych na Dzielni. Standardowo gracze wcielają się w osiedlowych drechów, stają się świadkami lądowania obcych, spuszczają im łomot. Pod koniec sesjiz BG spotyka się agent InSpectres i proponuje im pracę przy sprzątaniu. Biorąc pod uwagę tych kilku sponiewieranych kosmitów na ziemi są bardziej niż wystarczająco kompetentni.
Sesje odbywałyby się na przemian, każdy gracz mógłby prowadzić dwie różne postaci lub nawet dwie różne ekipy graczy mogłyby brać udział w tej kampanii. Byłoby to nawet wskazane, biorąc pod uwagę, że zebrane przez agentów InSpectres wskazówki stają się praktycznie zarysem przygody dla osiedlowych chłopaków.
Powyższy wpis dotyczący fuzji dwóch systemów miał ukazać się wczoraj (korespondowałby wtedy z odpowiednią datą inicjatywy #RPGaDAY2015) niestety nie stało się tak z przyczyn niezależnych ode mnie. Tak czy inaczej uważam, że jest on na tyle ciekawy, że usprawiedliwia drobne grzebanie w mechanice obu systemów (oprócz wspomnianych zmian w InSpectres planowałem także dodać mechanikę wynagrodzenia gdzie kości wydane na drechów i przeniesione z Banku funkcjonowałyby w DtB jak JZS wyłącznie do rzutów na Hajs).
sobota, 4 kwietnia 2015
Wielkanocne Jaja Ze Stali...
Kościół jaki jest każdy widzi. Białe ściany, klinkierowa podmurówka, ceglany mur otaczający niewielki trawniczek, plebanię, garaż i świątynię. Taka tam maciupka kapliczka wybudowana za materiały podprowadzone z okolicznych państwowych budów kiedy PRLowski rząd odgórnym prikazem nie chciał dać kilku worków cementu na kościół. Wciśnięte to to między bloki, że z balkonu na drugim piętrze można napluć proboszczowi na maskę samochodu...
Przed bramą stoi żul Zdzichu, który zazwyczaj tu żebrze, ale dzisiaj akurat na rozkładanym stole piknikowym przekrytym ceratą handluje dziwnymi kolorowymi jajami w żółte kropy. Takie pisanki, ale jakby strusie. Zapytany, przyciśnięty lub przekupiony kilkoma flaszkami gorzkiej żołądkowej może zdradzić następujące informacje (można zarządzić teścik Respektu):
- jaja znalazł na śmietniku, kiedy szukał aluminiowych puszek
- jaja dwa dni temu były dużo mniejsze i przeźroczyste, coś jak jaja ropuch tuż przed wykluciem kijanek
- wśród jajek wiły się jakieś długie robale wyglądające jak dżdżownice, całość przypominała jakieś chińskie danie na wynos
- sprzedaje je po dwa złote, cieszą się dużym powodzeniem, ludzie wkładają je do koszyków
- jajka można nabyć u Zdzicha w dowolnej ilości po zaliczeniu testu na Hajs
- zbiera kasę na wó... bułki
Jeśli BG mają do Zdzicha jakieś pytania to muszą uważać na niego, bo kiedy przysłowiowe fekalia uderzą o przysłowiowy wiatrak, gościu się zawinie.
Stoją więc w osiedlowym kościółku, ściśnięci jak zakiszone ogóry w słoiku, po lewej moher, po prawej wrzeszczące bachory... Gdzie okiem nie spojrzeć (i nachalnie do koszyka zajrzeć) kolorowe jaja Zdzicha. Nagle szmer przyciszanych szeptów przeszedł przez tłum kiedy ksiądz wszedł na ambonę, wymamrotał pod nosem modlitwę i chwycił za miotełkę i wiadro wody święconej.
Kiedy tylko krople spadły na dziwne kolorowe jaja, te zaczęły syczeć a żółte kolorowe plamy ruszać się jak oddychające pęcherze. Nie, nie od święconości - to nie jest gra o wampirach, ludzie ogarnijcie się - od wody. Pulsujące bąble zaczęły pękać orzygując wszystko dookoła żółtawą mazią i robalami wyglądającymi jak makaron w chińskich zupkach. Niektóre z nich zaczęły gwałtownie rosnąć i pękać wyrzucając z siebie gigantyczne ilości nitkowatych robali.
Obcy na dzielni wyglądają jak mackowate kłębowisko robali wysokie na dwa i pół metra. Trochę jak spaghetti monster. Albo pokemon Tangela. Ale nie tak słitaśnie. Bardziej morderczo.
- świeżo po wykluciu obcy mają Kopa o wysokości 2
- po około pół godziny zwiększają swój rozmiar a w ich ciele pojawiają się dziwne narośle (gdyby były wykonane z makaronu stwierdzić byłoby można że to kotleciki, ale jako że to mordercze potwory z odległej planety to są to kolorowe jaja) - wtedy obcy mają Kopa 3
- po kilku godzinach od wyklucia zaczynają obrastać pancerzem, przypominającym trochę skorupę jaj z których się wykluły - mają wtedy Kopa równe 4 i zaczynają składać kolejne jaja (patrz opis Zdzicha)
W kościele zaczyna się panika, a starsze babcie tratują małe dzieci pędząc w stronę drzwi szybciej niż do wolnego miejsca w autobusie - okładając "złą i niewychowaną młodzież" drewnianymi laskami. Ludzie krzyczą, jeśli ludzie nie zdążą opuścić kościoła nim minie dziesięć minut od wyklucia to potwory urządzają rzeź.
Drużyna nie musi być wtedy w kościele. Krzyk i tak rozlegnie się po całym osiedlu. Poza tym Blacha może do nich zadzwonić i w telegraficznym skrócie streścić im tę kaszankę. Od uciekających we wszystkie strony ludzi będzie można zdobyć wszelkie potrzebne informacje. Być może z morza panikujących ludzi da się wyłowić Zdzicha będącego winnym całej afery.
Następnie MG czeka trochę kostkologii, rzucania na walkę i obijania kosmitom macek bez (miejmy nadzieję) strat własnych. Należy pamiętać, że w przypadku przewagi liczebnej jednej ze stron, drugą traktuje się jako powaloną (testy Kopa w walce zdawane tylko na 6). Kiedy BG wybiją już potwory z kościoła powinni pamiętać o zniszczeniu wszystkich jaj, które nie zdążyły się wykluć (prędzej czy później spadnie deszcz) i spaleniu gniazda w śmietniku.
Z poczuciem dobrze wypełnionego obowiązku wrócą nad ranem do swoich mieszkań w samą porę na śniadanie wielkanocne. A tam na samym środku stołu w wieńcu z rzeżuchy (którą lada moment ktoś zrosi wodą co by nie uwiędła) stoi kolorowe jajo...
Dzięki wszystkim za lekturę tego pisanego na wpół poważnie świątecznego scenariusza do "Obcych na Dzielni". Pragnę Wam w tym momencie życzyć wszystkiego dobrego na te Święta, mokrego Dungusa i smacznych jajek, które to Wy będziecie pożerać, a nie one Was...
niedziela, 21 grudnia 2014
Seks i ortalion...
Ostatnio opublikowałem notkę na temat seksu na sesji. Okazuje się, że jeszcze zanim zacząłem pisać swojego bloga była temu tematowi poświęcona jedna z edycji Karnawału Blogowego RPG. Biorąc pod uwagę przetaczające się przez fandom jak cyklicznie powracający huragan typowe tematy (gwałt na sesji, ogrywanie kontra mechanika, klimat czy kostki itp...) w sumie nie powinno to dziwić. Chciałbym się odnieść do wpisu Beamhita, a konkretniej do uwagi na temat stosowania bardziej wulgarnego języka. Notka zaczęła się jako komentarz, ale z powodu długości stwierdziłem, że wrzucę na bloga.
Ci, którzy mieli okazje ze mną grywać, od razu rozpoznali (po nie do końca subtelnej grafice na marginesie), że chodzi o "Defend the Block", czyli "Obcych na Dzielni" Felbrigga Herriota. Jeśli przyjmiemy, że język narracji powinien odpowiadać tematyce gry - wszak inaczej opisuje się epickie pojedynki bohaterów heroicznej sagi fantasy, a inaczej szamotaninę o przetrwanie skazanych na śmierć potępieńców post-apo - to powinien odpowiadać także w opisach pikantnych scen. A jaki język będzie towarzyszył grze o dresach z osiedla? Główny bohater takiej gry nie będzie "zabiegał o wdzięki cnej panny" ani też "walczył o utrzymanie przy życiu ostatniej płodnej kobiety na ziemi" - on po prostu "pójdzie na dupy".
Może to kogoś razi. Ja osobiście na co dzień takiego języka nie używam. Kiedy jednak prowadzę "Obcych na Dzielni" sposób narracji zdecydowanie się zmienia. Daje szansę na relaksujące odmóżdżenie. Nieodłącznymi elementami opisów staje się "yhy" albo "no wiesz, ten teges... no..." czy "taka pała co by przyp******ić kur***"
Ale ja nie o tym chciałem. Tendencja do zbaczania z tematu znów daje o sobie znać. Chodziło mi o wspomnienie pewnej sesji na której pojawiły się "motywy okołoerotyczne". Dlaczego około? Wszystko zaczęło się od tego, że Bolec zakupił w osiedlowym monopolowym wagon prezerwatyw na okoliczność zbliżającej się imprezy urodzinowej Blachy. Po dokonaniu transakcji poszedł pukać od drzwi do drzwi (sic!) szukając "chętnej" dziewczyny, która pójdzie z nim na imprezę. Nie ukrywał też, że liczył że mu się co nieco poszczęści. To mnie lekko dziwi, bo gracz sam w sobie jest spokojnym, cichym i ułożonym człowiekiem. Wychodzi na to, że wcielanie się w karczocha wyzwala w ludziach najdziksze uśpione żądze... Mniejsza z tym. Rzuty na Respekt miał i tak nędzne, że im dalej w klatkę tym co dziwniejsze indywidua otwierały mu drzwi (pięcioletnia dziewczynka wyzywająca go od pedofili zanim otworzył usta, moherowa babcia bardzo chętna do rozmowy o swej nastoletniej wnuczce, wkurzony ojciec "przypadkowo zapłodnionej" dziewczyny. Ostatecznie gracz dał się przekonać, że jego postać "w tym stuleciu nie porucha" i wrócił do drużyny. Warto nadmienić, że w tym momencie gracz zagarnął dla siebie około 20 minut sesji na... No właśnie - właściwie na co? Realizowanie osobistego celu? Leczenie kompleksów? Poszukiwanie erotomana gawędziarza w swoim MG? Gdyby nie jego żenująco wręcz śmieszna porażka pozostali gracze by się nudzili w tym czasie. Co nota bene zauważył karp w swoim wpisie do wyżej wymienionej edycji karnawału. Cytując:
Kolejna scena miała miejsce w wysokiej klasy domu z pannami do towarzystwa. Celowo nie piszę "burdelu", bo bohaterowie przejechali pół miasta by dostać się do bogatszej dzielnicy gdzie przywitał ich wysokiej klasy przybytek - urządzony ze smakiem z elegancko ubraną recepcjonistką, która przyjmowała zamówienie na "towarzyszenie". To swoją drogą była kolejna szansa do zabawy językiem narracji. Oto masz czwórkę wygolonych dresiarzy i zaczynasz do nich mówić językiem wyegzaltowanym i bogatym. Nie da się bardziej dać do zrozumienia, że tu nie pasują... Dodatkowo w scenie tej pojawiała się swego rodzaju zmysłowość. Duży różnych "mmm" i "ach" - recepcjonistka mówiła do bohaterów niczym Katarzyna Figura w filmie "Killerów Dwóch" (scena parodiująca telefony 0-700). Zamówili "prezent" dla Blachy w kilku egzemplarzach choć sami nawet centymetra kwadratowego gołego ciała nie zobaczyli...
Kiedy już impreza na dobre się rozkręciła dzwonek do drzwi obwieścił przybycie zamówionego towarzystwa. Dziewczyny (ku zaskoczeniu graczy o jedną więcej niż zamawiali) udały się do pokoju Blachy. Drzwi się zamknęły, a po chwili zaczęły zza nich dobiegać okrzyki... Nie. Nie rozkoszy. Okrzyki przerażenia i bólu. No przepraszam bardzo, czy ktokolwiek liczył na happy end wątku erotycznego w sesji systemu o dresach walczących z kosmitami? Okazało się, że bonusowa dziewczyna była zamaskowanym kosmitą. Kiedy gracze słysząc krzyki wbiegli do pokoju ujrzeli jak kłębiąca się masa macek rozrywa i pożera pozostałe dziewczyny, a Blacha leży na łóżku i wrzeszczy...
Czyli generalnie trzy razy w czasie sesji seks był w zasięgu graczy, ale zawsze wymykał im się z rąk. Za pierwszym razem wygórowane oczekiwania bohatera kupującego wagon prezerwatyw spełzły na niczym, za drugim razem sugestia tego co działo się za otaczającymi ścianami nigdy nie dotknęła BG, za trzecim podsłuchiwanie pod drzwiami zamiast fikuśnych opisów grupowej orgietki wprowadziło głównego antagonistę... Ale czy nie tym jest erotyka? Ocieraniem się o temat, sugerowaniem, kuszeniem bez ostatecznego spełnienia? Czy nie tym odróżnia się erotykę od pornografii? I biorąc pod uwagę "niski" język jakim to wszystko było opisane możnaby mi zarzucić brak artyzmu w erotyce. Ale jak napisał Beamhit - zależnie od sytuacji można i wulgarnie bo "brzydkie słowa nie są passe".
Ci, którzy mieli okazje ze mną grywać, od razu rozpoznali (po nie do końca subtelnej grafice na marginesie), że chodzi o "Defend the Block", czyli "Obcych na Dzielni" Felbrigga Herriota. Jeśli przyjmiemy, że język narracji powinien odpowiadać tematyce gry - wszak inaczej opisuje się epickie pojedynki bohaterów heroicznej sagi fantasy, a inaczej szamotaninę o przetrwanie skazanych na śmierć potępieńców post-apo - to powinien odpowiadać także w opisach pikantnych scen. A jaki język będzie towarzyszył grze o dresach z osiedla? Główny bohater takiej gry nie będzie "zabiegał o wdzięki cnej panny" ani też "walczył o utrzymanie przy życiu ostatniej płodnej kobiety na ziemi" - on po prostu "pójdzie na dupy".
Może to kogoś razi. Ja osobiście na co dzień takiego języka nie używam. Kiedy jednak prowadzę "Obcych na Dzielni" sposób narracji zdecydowanie się zmienia. Daje szansę na relaksujące odmóżdżenie. Nieodłącznymi elementami opisów staje się "yhy" albo "no wiesz, ten teges... no..." czy "taka pała co by przyp******ić kur***"
Ale ja nie o tym chciałem. Tendencja do zbaczania z tematu znów daje o sobie znać. Chodziło mi o wspomnienie pewnej sesji na której pojawiły się "motywy okołoerotyczne". Dlaczego około? Wszystko zaczęło się od tego, że Bolec zakupił w osiedlowym monopolowym wagon prezerwatyw na okoliczność zbliżającej się imprezy urodzinowej Blachy. Po dokonaniu transakcji poszedł pukać od drzwi do drzwi (sic!) szukając "chętnej" dziewczyny, która pójdzie z nim na imprezę. Nie ukrywał też, że liczył że mu się co nieco poszczęści. To mnie lekko dziwi, bo gracz sam w sobie jest spokojnym, cichym i ułożonym człowiekiem. Wychodzi na to, że wcielanie się w karczocha wyzwala w ludziach najdziksze uśpione żądze... Mniejsza z tym. Rzuty na Respekt miał i tak nędzne, że im dalej w klatkę tym co dziwniejsze indywidua otwierały mu drzwi (pięcioletnia dziewczynka wyzywająca go od pedofili zanim otworzył usta, moherowa babcia bardzo chętna do rozmowy o swej nastoletniej wnuczce, wkurzony ojciec "przypadkowo zapłodnionej" dziewczyny. Ostatecznie gracz dał się przekonać, że jego postać "w tym stuleciu nie porucha" i wrócił do drużyny. Warto nadmienić, że w tym momencie gracz zagarnął dla siebie około 20 minut sesji na... No właśnie - właściwie na co? Realizowanie osobistego celu? Leczenie kompleksów? Poszukiwanie erotomana gawędziarza w swoim MG? Gdyby nie jego żenująco wręcz śmieszna porażka pozostali gracze by się nudzili w tym czasie. Co nota bene zauważył karp w swoim wpisie do wyżej wymienionej edycji karnawału. Cytując:
"Opis erotyczny to „zabawa” dla jednego, dwóch graczy, którzy w scenie uczestniczą – co robi reszta? Słucha z wypiekami na twarzy? Nie, nudzi się. [...]"
Kolejna scena miała miejsce w wysokiej klasy domu z pannami do towarzystwa. Celowo nie piszę "burdelu", bo bohaterowie przejechali pół miasta by dostać się do bogatszej dzielnicy gdzie przywitał ich wysokiej klasy przybytek - urządzony ze smakiem z elegancko ubraną recepcjonistką, która przyjmowała zamówienie na "towarzyszenie". To swoją drogą była kolejna szansa do zabawy językiem narracji. Oto masz czwórkę wygolonych dresiarzy i zaczynasz do nich mówić językiem wyegzaltowanym i bogatym. Nie da się bardziej dać do zrozumienia, że tu nie pasują... Dodatkowo w scenie tej pojawiała się swego rodzaju zmysłowość. Duży różnych "mmm" i "ach" - recepcjonistka mówiła do bohaterów niczym Katarzyna Figura w filmie "Killerów Dwóch" (scena parodiująca telefony 0-700). Zamówili "prezent" dla Blachy w kilku egzemplarzach choć sami nawet centymetra kwadratowego gołego ciała nie zobaczyli...
Kiedy już impreza na dobre się rozkręciła dzwonek do drzwi obwieścił przybycie zamówionego towarzystwa. Dziewczyny (ku zaskoczeniu graczy o jedną więcej niż zamawiali) udały się do pokoju Blachy. Drzwi się zamknęły, a po chwili zaczęły zza nich dobiegać okrzyki... Nie. Nie rozkoszy. Okrzyki przerażenia i bólu. No przepraszam bardzo, czy ktokolwiek liczył na happy end wątku erotycznego w sesji systemu o dresach walczących z kosmitami? Okazało się, że bonusowa dziewczyna była zamaskowanym kosmitą. Kiedy gracze słysząc krzyki wbiegli do pokoju ujrzeli jak kłębiąca się masa macek rozrywa i pożera pozostałe dziewczyny, a Blacha leży na łóżku i wrzeszczy...
Czyli generalnie trzy razy w czasie sesji seks był w zasięgu graczy, ale zawsze wymykał im się z rąk. Za pierwszym razem wygórowane oczekiwania bohatera kupującego wagon prezerwatyw spełzły na niczym, za drugim razem sugestia tego co działo się za otaczającymi ścianami nigdy nie dotknęła BG, za trzecim podsłuchiwanie pod drzwiami zamiast fikuśnych opisów grupowej orgietki wprowadziło głównego antagonistę... Ale czy nie tym jest erotyka? Ocieraniem się o temat, sugerowaniem, kuszeniem bez ostatecznego spełnienia? Czy nie tym odróżnia się erotykę od pornografii? I biorąc pod uwagę "niski" język jakim to wszystko było opisane możnaby mi zarzucić brak artyzmu w erotyce. Ale jak napisał Beamhit - zależnie od sytuacji można i wulgarnie bo "brzydkie słowa nie są passe".
Subskrybuj:
Posty (Atom)

