Czyli ściany tekstu i relatywnie rudymentarna oprawa graficzna... Czyli ostatni kontakt z hobby statkującego się mężczyzny.


środa, 3 lutego 2016

Po raz wtóry o kulturze...

...zwłaszcza przy stole. Tym wirtualnym.

Jakiś czas temu na łamach facebookowej grupy "Gry Fabularne Online" na powierzchnię wypłynęła notka będąca anty-poradnikiem grania online. Pierwsza moja myśl po przeczytaniu budzi raczej skojarzenia z internetowym trollem okazującym niezadowolenie z tego, iż internet znów zawiódł w dostarczeniu mu świeżych podniet i rozrywek - "stare, było". Po prostu widziałem ten tekst już jakiś czas temu. Temat nie jest zresztą jakiś szczególnie nowy, ja sam jeszcze za czasów współpracy z kanałem Poliwusa nagrałem pogadankę na ten temat...

Dopiero po chwili przyszła refleksja. Jak to jest, że wszyscy nie znają jeszcze zasad zachowania się na sesjach RPG przy wirtualnym stole na pamięć? Podejrzewam, że powrót tematu nie był dziełem przypadku, a jego udostępnienie na łamach grupy musiało się wiązać z jakimś konkretnym wybrykiem któregoś z graczy lub frustracją autora wzbudzoną poraz kolejny przez lekkomyślność (mówiąc delikatnie) lub totalne i niczym nieograniczone chamstwo (mówiąc mniej delikatnie). Jak to się dzieje, że problem jest wciąż aktualny? Jak to jest, że wyżej wymieniona notka powraca jak bumerang, że znajomy na swoim blogu opublikował mocno krytykowane "zasady na sesjach"? Skąd wciąż się biorą ludzie, którzy o tych zasadach (będących przecież w gruncie rzeczy zdroworozsądkowym podejściem do drugiego człowieka świadczącym o elementarnym okrzesaniu we wszystkich sferach życia niekoniecznie związanych z internetem) jeszcze nie słyszeli?

Eee tam... Przesadzam... W swoim świętym zacietrzewieniu generalizuję i robię z rzadkiego zjawiska wielki problem świata wirtualnego i "plagę świata internetowych RPGów". Tyle, że właśnie nie! Mnie także spotkało coś takiego nie dalej jak tydzień temu! W rozgrywanej od jakiegoś czasu kampanii mam gracza, który zazwyczaj się spóźnia na sesje. Tydzień temu także nie dotarł na czas. Przyzwyczajeni do tego, postanowiliśmy poczekać. Po piętnastu minutach gracze zaczęli się niepokoić - napisałem więc do spóźnialskiego na Facebooku. Dowiedziałem się, że utkwił w korku i prawdopodobnie nie dotrze do domu przez najbliższe półtora godziny. Super... Miło, że uprzedził... Wcale na niego nie czekaliśmy. Ani trochę... Zresztą - przecież ludzie w internecie nie są prawdziwi...

Problem w tym, że ludzie w internecie są prawdziwi. To, że nie widujesz kogoś na codzień i nie patrzysz mu w oczy nie zwalnia cię z traktowania go jak żywej i świadomej istoty ludzkiej złożonej z ciała i ducha. Pomyśl jak zachowałaby się twoja babcia/mama/ciocia/siostra gdyby była z tobą umówiona na kawę, a ty byś się spóźniał. Zaczęłaby siorbać kawę i konsumować ciasto? Nie. Siedziałaby oczekując gościa i niepokojąc się, czy coś złego się nie stało. Kuszący zapach stygnącej i coraz mniej apetycznej kawy kręciłby ją w nosie, ciasto wystawione na stole wysychałoby, a jego aromat narażałby krewną na ślinotok i burczenie w brzuchu... A ty byś się nie pojawił. Bez uprzedzenia. Bez jakiejkolwiek informacji. A wystarczyłaby choć odrobina pomyślunku i zdroworozsądkowej refleksji.

Mógłbym rozpisywać się na jeszcze kilkanaście akapitów. Mógłbym pisać jak lekceważony się czuję gdy wysyłam wiadomości z zapytaniem czy informacją i nie dostaję choćby krótkiego zwrotnego "ok". Mógłbym pisać jak spóźnienie się jednej osoby okrada cztery inne z kwadransu gry. Mógłbym opisać wszelkie przypadki chamstwa z jakimi się spotkałem w trakcie kilku lat grania online... Tylko po co? Przecież to nie są jakieś wydumane zasady wynikające ze sztucznego tworu jakim jest "rzeczywistość wirtualna". To zwyczajna kultura osobista wyrażająca się w szacunku do drugiego człowieka. Tego powinni uczyć rodzice wychowując od dziecka a nie jakiś RPG-owy blogger w środowy wieczór...



.