Czyli ściany tekstu i relatywnie rudymentarna oprawa graficzna... Czyli ostatni kontakt z hobby statkującego się mężczyzny.


sobota, 18 kwietnia 2015

Samotność w lochach...

Bo mieści się w kieszeni...

Miałem ostatnio okazję zagrać w prostą, jednoosobową gierkę autorstwa Jonathana Gilmoura pod tytułem "Pocket Dungeon". Ciężko w zasadzie określić co to jest... Nie jest to planszówka, bo brak tu jakichkolwiek trwałych elementów. Nie jest to RPG, bo w beztroskim wyżynaniu potworów (które na dobrą sprawą są jedynie zaznaczonymi długopisem krzyżykami) w losowo generowanych podziemiach ciężko się doszukiwać głębszego sensu i fabuły. Najprościej byłoby powiedzieć, że "Pocket Dungeon" zrodził się z odbytego po pijaku stosunku gry "NetHack" z grą "Kółko i Krzyżyk".

Poniższy tekst nie jest raportem, bo opis losowania kolejnych pomieszczeń, zabijania jego mieszkańców i otwierania skrzyń (i tak z szesnaście razy) byłby średnio interesujący dla nieznającego kontekstu czytelnika. Zamierzam raczej podzielić się wrażeniami z gry i przybliżyć pomysł autora. Notce tej zatem bliżej do recenzji, niż do AP...

Jak czytamy we wstępie do zasad - "Pocket Dungeon" jest "grą ukradkową" czy też "grą-ninja" przystosowaną do zabawy w środowisku zazwyczaj zabawie niesprzyjającym jak na przykład biurko w pracy. Całość drukuje się na jednej kartce A4 (choć mam wrażenie że plik jest bardziej przystosowany do amerykańskiego formatu Letter) i składa zginając wzdłuż linii. Tworzy się z tego książeczka zwana "PocketMod". Ci którzy grali w "Obcych na dzielni" wiedzą o czym mowa. Zresztą tak właśnie trafiłem na tę grę - szukałem prostych systemów RPG w tym formacie. Oprócz książeczki potrzebny będzie bloczek karteczek samoprzylepnych, który będziemy przekartkowywać celem generowania liczb losowych. Ja grałem komfortowo w domu, więc nie bawiłem się w półśrodki i od razu sięgnąłem po kostki (potrzebne są k6 i k8).

Zasady są proste. Wchodzisz do lochu, po drugiej stronie jest wyjście, klucz do wyjścia ma BOSS w ostatnim pomieszczeniu. Rzutem k6 lub k8 określasz rozmiar pomieszczenia, ilość dodatkowych drzwi, na których ścianach się owe drzwi znajdują i czy są zamknięte, ilość potworów w pomieszczeniu, ilość skrzyń ze skarbami w pomieszczeniu oraz czy wyżej wymienione skrzynie są zamknięte.

System walki jest banalny, choć nieco mało intuicyjny. Żeby trafić przeciwnika musimy rzutem kości sześciościennej po dodaniu odpowiedniej cechy (S dla broni do walki bezpośredniej, D dla łuków i złodziejskich noży, W dla różdżek) przebić pancerz (rzut równy lub mniejszy to pudło). Tymczasem przeciwnicy mają ustalone stałe wartości, dla których ich cios jest celny, a noszony przez bohatera pancerz tego nie redukuje, lecz "pochłania" pewną ilość obrażeń na rundę. Idzie się przyzwyczaić.

Następnie sprawdza się kolejnymi rzutami zawartość skrzyń (o ile udało się je otworzyć) i przechodzi do kolejnego pomieszczenia, gdzie zabawa zaczyna się od początku. Po zbadaniu odgórnie ustalonej ilości pomieszczeń typ spotykanych przeciwników się zmienia i mamy do czynienia z potężniejszymi potworami. W przypadku wersji kieszonkowej po zbadaniu dwudziestu dwóch pomieszczeń musimy stawić czoła BOSSowi. 





Zamiast AP, czyli dlaczego zginąłem...

Przed rozpoczęciem rozgrywki należy wypełnić puste pola w tabelkach ze statystykami przeciwników oraz listę przedmiotów magicznych, zwojów i eliksirów. Zasady określają listę przykładowych propozycji, ale w zasadzie ograniczają się do "możesz zrobić to sam". Z dostępnych trzech zestawów wybrałem nieumarłych, więc kolejne poziomy przeciwników z jakimi miałem się mierzyć to: szkielety, zombie, ghoule i licz Arkanos będący ostatecznym BOSSem.

Dostępne są cztery klasy postaci i pomimo, że początkowo chciałem zagrać czarodziejem (ze względu na czary leczące), to ostatecznie zagrałem złodziejem. Uznałem, że zdolność skradania się pod nosem przeciwników, unikania walki i okazyjnego dźgania w plecy przedłuży mój żywot. Myliłem się.

Gra posiada prostą mechanikę rozwoju. Co pięć zbadanych pomieszczeń otrzymuje się bonusowy punkt do wykorzystania przy otwieraniu skrzyń - znalezione w nich przedmioty są potężniejsze. Co piętnaście pokonanych potworów otrzymuje się dodatkowy punkt do statystyk. Moim pierwszym błędem było wybranie nieumarłych na przeciwników. Są oni nieco słabsi od zielonoskórych (zestaw domyślny), ale kobold (podstawowy potwór zielonoskórych) posiada umiejętność specjalną sprawiającą, że zawsze jest ich więcej w pomieszczeniu. W związku z powyższym przez pierwsze siedem pomieszczeń przeszedłem relatywnie bezproblemowo, ale potem zabrakło mi mocy na silniejszych przeciwników. Fakt, że umiejętność specjalna złodzieja pozwalała mi unikać walki i przemykać się obok przeciwników też nie pomagał. Gdybym wybijał koboldy zdobyłbym dodatkowe punkty do cech dużo wcześniej i być może stracił przy tym mniej HP.

Dodatkowo jak zawsze w przypadku gier losowych - winę można zrzucić na kości. Losowane przedmioty znajdywane w skrzyniach wyjątkowo mi nie podeszły. Dość wcześnie znalazłem miecz, którego i tak nie mogłem używać ze względu na zbyt niski współczynnik S, więc ganiałem po lochach z różdżką.

W chwili śmierci mój bohater miał następujące statystyki (podane kodem w duchu oryginalnych ninja-zasad):

Name: Rico Shorthand
S - 3
D - 4
W - 4
HP - 0/9
AP - 1/8
W - Wand R3 D2 H1
A - Cloth 1A
Inv:
Cloth Armor
Sword R1 D4 H0
Dagger R1 F1 H1
#RmsExp - 16
MnKld - 18


Słowem podsumowania...

"Pocket Dungeon" to bardzo przyjemna mała gierka na spędzone w ciszy i spokoju samotne popołudnie. Taki nerdowy odpowiednik krzyżówki. Gratka dla sologamera. Z jednej strony wysoce śmiertelna, wymagająca kombinowania i pomyślunku, z drugiej wzbudzająca zaskakująco silne emocje jak na kilka tabelek wydrukowanych na pojedynczej kartce. Kiedy bierzesz kostkę do ręki z drżącą ręką zastanawiasz się jakiego przedmiotu ze skrzyni najbardziej ci potrzeba, wiesz już że gra wciągnęła na całego.

Grę można za darmo pobrać ze strony BGG tutaj.


.