Czyli ściany tekstu i relatywnie rudymentarna oprawa graficzna... Czyli ostatni kontakt z hobby statkującego się mężczyzny.


środa, 1 kwietnia 2015

Zachłyśnięci władzą...

Chciałbym móc napisać, że dzisiejsza notka jest Prima Aprilisowym żartem, że nic tu nie jest prawdą i pośmiejemy się przez chwilę... Niestety.

Mam wrażenie że Mistrzowie Gry przechodzą przez pewne stadia ewolucji. Co rusz dostrzegam wśród początkujących, czy nawet mających kilka lat grania za pasem podejścia do prowadzenia, jakie ja miałem kilka lat wcześniej. Być może i moje poglądy z czasem się zmienią, być może i ci co mają dłuższy staż patrzą na mnie z góry z niedowierzaniem kręcąc głową i zastanawiając się jak można być tak naiwnym.... Nigdy się nie dowiem.

W sumie zaczyna się niewinnie. MG bierze podręcznik, zaczyna prowadzić. Idzie mu ciężko, pojawiają się potknięcia, zająknięcia, sesja szarpie jak samochód na półsprzęgle... Oczywiście większość z tych problemów rozwiązuje czas i praktyka, ale na początku przecież się tego nie wie. Na początku jedyne co podtrzymuje młodego MG na duchu to powtarzane jak mantra:

MG ma zawsze rację!
I na początku jest świetnie. Narracja płynie, gracze nie pyskują, czuć swobodę i wiatr we włosach. Z tym, że w pewnym momencie coś się psuje. Przychodzi taki moment - czy to pierwsza niesłusznie ucięta dyskusja, czy zbyt ostro "zgaszony" gracz, który śmiał "pyskować", czy nagięcie fabuły które przeczy wszelkim zasadom logiki sensu po to by ratować scenariusz... Moment w którym sodówa uderza do głowy. Moment w którym władza absolutna korumpuje absolutnie. Moment w którym MG czuje że może wszystko kontrolować zapominając o słowach mądrości autorytetu pryszczatych nerdów ostatniego stulecia:

Wielka moc wiąże się z wielką odpowiedzialnością ("With great power comes great responsibility")...

Zaczyna się wtedy robić różne rzeczy by nie stracić tej kontroli, by pod żadnym pozorem nie oddać części władzy graczom. Chcą iść gdzie indziej niż chcesz żeby szli? Drogę blokuje armia niepokonanych (przynajmniej na ich poziomie) przeciwników. Spiskują żeby wykiwać głównego zleceniobiorcę? Do drużyny przyłącza się NPC-niańka pilnujący by wszystko szło zgodnie ze skryptem. Chcą rozwijać wątki, których nie przewidziałeś albo nie uznałeś za interesujące i warte uwagi? NPCe dokończą fabułę, przecież historia którą chcesz opowiedzieć jest ważniejsza niż ta, którą chcą usłyszeć gracze... A może jednak nie?

Jednym z objawów tej choroby trawiącej kampanie jest przepakowany NPC, który może wszystko, umie wszystko i wszystkie współczynniki ma maksymalnie wysokie. Jednym ciosem wyrywa nogi (obie) z dupy, pod byle pretekstem zabija postać gracza serią (bo gracz pyskował i trzeba dać mu nauczkę), bije, policzkuje i poniża Bohaterów Graczy i nie musi tego testować... A nawet jakby testował to i tak by się udało, bo przecież ma najwyższe możliwe współczynniki. Nic tak nie frustruje graczy. Mówię z doświadczenia, sam kiedyś prowadząc miałem taką manierę... Gdy gracze widzieli w wiosce (trzy chałupy na krzyż) spacerującego strażnika i kapliczkę z misą na datki na budowę świątyni. Rozważania na temat przywłaszczania sobie tych drobnych zostały ucięte krótką ripostą:

Co ty? Zwariowałeś? Znając Rudiego ten strażnik ma pewnie dwudziesty poziom...
Tak, wiem... Zapomniał wół jak cielęciem był. Nie jestem z siebie specjalnie dumny...

Spójrz na swoich graczy. Obdarzają swojego MG szacunkiem i zaufaniem. Nie należy tego nadużywać. Szacunek i posłuszeństwo płyną z dobrej woli i chęci podporządkowania się w imię dobrej zabawy, a nie ze strachu przed dyktaturą. Nie oszukujmy się... Nie jesteś straszny - jesteś tylko przestraszonym cieniasem rzucającym kostkami za ekranem...

Nie chodzi o to, że rola MG jest trudna i trzeba się poświęcać by gracze się dobrze bawili. Już ostatnio pisałem, że to bzdura.

Chodzi o to, żeby nie bawić się cudzym kosztem. Autorytet MG został nadany by rozstrzygać kwestie sporne dusić konflikty w zarodku, nadawać grze strukturę, a czasami by naginać realia settingu w imię ciekawej historii.

Postaw się w roli graczy. Jak byś się czuł, gdybyś sam nie mógł nic zrobić, męczyłbyś się kilka godzin ze z pozoru banalnym zadaniem, by po chwili przyszedł super-przystojny-mądry-i-silny-bohater-niezależny, który będzie znał właściwe rozwiązanie i we wszystkim Cię wyręczy? Jesteś w stanie zrozumieć frustrację graczy, którzy przyszli na sesję opowiedzieć swoją historię a zamiast tego zmuszeni są wysłuchać jak jakiś NPC kieruje losami świata?

Oczywiście możesz zapytać po co się wtrącam, przecież to nie moja sprawa jak ktoś prowadzi i traktuje graczy. Możesz... w końcu i tak masz zawsze rację...

A może jednak nie zawsze?

.