Czyli ściany tekstu i relatywnie rudymentarna oprawa graficzna... Czyli ostatni kontakt z hobby statkującego się mężczyzny.


środa, 22 października 2014

Moja RPG-owa filozofia...

Orzesz w mordę!
To znowu jeden z tych gości, którzy robią z igły widły...
Nie czytam dalej! Foch!

Przecież RPGi to tylko zabawa... Bierzesz do ręki książkę, czytasz co tam jest w środku napisane, sięgasz po kostki/guziki/karty/czy co tam innego autor podręcznika sobie wymyślił i grasz. Bawisz się dobrze ze znajomymi przez kilka godzin, rzucasz sprośne żarty rechocząc przy tym jak Wujek Staszek na popijawie imieninowej, jesz prażynki (bo tańsze niż chipsy i podobno zdrowsze) popijając HoopColą (albo hipermarketowym odpowiednikiem za 59groszy/litr). Gdzie tu miejsce na uczone dysputy? Po ciężkim tygodniu to człowiek woli usiąść ze znajomymi i zasiec kilka goblinów, które zawiniły ludzkości głównie tym, że mają kolor skóry w tonach mieszczących się po niewłaściwej stronie kółka RGB niż "dumać iż forma dodekahedronu mimo swej foremności jest umiarkowanie spolegliwa w swej bezstronności, co jest kluczowym argumentem na rzecz przedkładania improwizacji aktorskiej nad aksjomatem randomizacji..."

No i ja się zasadniczo zgadzam...
...ale...

Tak! Bo zawsze, wszędzie i na każdej imprezie jest ten jeden marudny dupek, który ma jakieś "ale". W tym przypadku będę nim ja. Mógłbym wylewać z siebie całe potoki słów uzasadniające mój dyskomfort rzyci (by nie powiedzieć "ból dupy") w związku z tym co inni mówią o RPGach i co owi "inni" robią na sesjach, ale to bez sensu. Bo udowodnię wtedy wprost, że jestem marudnym dupkiem, zamiast trzymać czytelników jeszcze przez jakiś czas w niepewności. Nie chodzi o to by marudzić dla samego marudzenia. Staram się raczej dystansować od problemu i zadać sobie pytanie o drugą stronę monety. Jeśli RPGi to tylko gry, to skąd biorą się ludzie formujący cały system wierzeń i rytuałów dookoła tej powszedniej rozrywki robiąc ze swoich przemyśleń niemal styl życia? Dlaczego kiedy zderzą się z kimś, kto zdążył sobie ułożyć już system wierzeń całkowicie odmienny od ich systemu, dochodzi do gigantycznego konfliktu i skakania sobie do oczu? Dlaczego kiedy w ich szpony dostanie się gracz młody i niedoświadczony to z namaszczeniem i zapałem indoktrynują go w swych RPGowych ścieżkach? Dlaczego każde nowe pokolenie graczy co kilka lat przerabia te same, powtarzające się i powracające niczym przeklęty bumerang tematy - kostki czy odgrywanie, Dedeki czy Młotki?

Nieraz widziałem jak różnice w podejściu powodowały kłótnie, a czasem nawet rozpady społeczności RPGowych. Z popiołów podnosiły się mniejsze grupki, które po jakimś czasie znów się dzieliły na jeszcze mniejsze obozy. Wiadomo - jeśli mówi się o swojej pasji, łatwo dać ponieść się emocjom - ale mam wrażenie że na tle wszystkich grup hobbystów, to RPGowcy są tymi, którzy najczęściej się kłócą. Próbowałem zrozumieć głębokie motywacje jakie mogły za tym stać, lecz bezskutecznie. Myślę, że doszukiwanie się mądrości tam, gdzie jej nie ma, to strata czasu. A przecież tym jest właśnie filozofia, czyż nie? Podobno "umiłowaniem mądrości" z greki... Potrzebowałem zatem jakiejś mądrej odpowiedzi na pojawiające się wypowiedzi innych RPGowców, z którymi nie mogłem się zgodzić - zwłaszcza irytowali mnie Ci, którzy albo rościli sobie prawa do bycia autorytetami, albo Ci, którzy bez zastanowienia powtarzali utarte banały. Czegoś co pozwoli mi zachować zdrowe zmysły bez przyczyniania się do rozbijania grup, z którymi się stykam. Podzieliłem zatem (w ramach mojej - nazwijmy to szumnie - "filozofii RPGowej") szeroko pojęty fandom na kilka grup:

Są tacy, którzy przekonują do swoich racji ujmującą osobowością.
Są tacy, którzy przekonują do swoich racji bezbłędną retoryką.
Są tacy, którzy zasypują masą przykładów i argumentów.
Są tacy, którzy zaskarbili sobie posłuch materiałami o wysokiej wartości estetycznej, ale wątpliwej merytoryce nafaszerowanej banałami i truizmami.
Są tacy, którzy zawsze są pod prąd i sławę zawdzięczają temu, że wszyscy zbiegają się ich krytykować i prześmiewać.
I są tacy, jak ja.
Żadna z powyższych osób nie ma racji.

I teraz nadchodzi ten moment, gdzie gratuluję co bardziej spostrzegawczym, którzy zauważyli, że zaliczyłem sam siebie do ludzi, którzy wypowiadając się o RPGach nie mają racji. Dokładnie tak. Uważam, że RPGi nie istnieją poza stołem. Można - owszem - o nich dyskutować, dzielić się kwiatkami, anegdotkami, poradami i pomysłami, ale nie wszystkie będą działać u każdego. Przekonuję się, że im bardziej ktoś jest przeświadczony o tym, że ma rację, tym mniej jej ma. Ja sam mogę się wypowiadać na temat różnych scenariuszy, czy systemów - ale czy to, że u mnie coś działa lub nie daje jakąkolwiek gwarancję, że u kogoś innego zadziała lub zawiedzie? Nie znam jego graczy, ten ktoś ich zna, grywa z nimi i w sumie powinien się spodziewać co wyjdzie, a co nie.

Możnaby w tym momencie zadać całkiem rozsądne i uzasadnione pytanie - dlaczego, ktoś kto z góry zakłada, że się myli, chce pisać bloga z poradami RPGowymi. Pewność siebie jest pociągająca, jeśli dobitnie mówi się o czymś, nawet jeśli nie ma się racji, to pociągnięci charyzmą odbiorcy przyjmą to za pewnik. Na tym opiera się autorytet wielu RPGowych guru. Z kolei świadomość, że moja nieomylność to mit pozwoliła mi zmienić sposób w jaki udzielam odpowiedzi. Kiedy ktoś przychodzi do mnie po radę, to nie mówię mu: "zrób tak i tak i kropka".... Raczej zadaję wpierw całą serię pytań i często zdarza się, że na tym etapie ktoś poznaje już odpowiedź na pytanie z którym przyszedł, a jeśli nie to wskazuję jedynie kwestie nad którymi warto się zastanowić. Nie oceniam refleksji, jakie ktoś z tego wyniesie. Na 100% są do bani, nic nie warte i niegrywalne. U mnie. Co nie znaczy, że u niego nie zadziałają.

Nie ma doktryn, nie ma dogmatów, nie ma prawd uniwersalnych. Wszyscy się mylą. Nikt nie ma 100% racji. Każdy, kto chce się dowiedzieć jak grać, musi sam zagrać i sprawdzić co u niego działa, a co nie.

Po prostu zagraj!

I to jest właśnie moja RPGowa filozofia.