Czyli ściany tekstu i relatywnie rudymentarna oprawa graficzna... Czyli ostatni kontakt z hobby statkującego się mężczyzny.


środa, 11 marca 2015

Rudie castuje Fajerbola... (cz. 1)

W ostatnią niedzielę mieliśmy okazję zagrać w Fajerbola. Po tym jak urzekła mnie historia jego powstawania, postanowiłem że muszę spróbować. Raport z sesji Noobirusa zasugerował mi, że jest to łatwa szybka gierka i skończenie wszystkich wątków zajmie nam góra półtorej godziny - moja matematyka zdawała się być logiczna, bo jeśli w tej grze ilość zleconych drużynie zadań zależy od jej liczebności i wiąże się z ilością historii postaci, to przy trzech graczach ukończenie wszystkich trzech wątków i zwieńczenie wszystkich trzech historii postaci powinno zająć nieco poniżej półtorej godziny (porównując z Noobirusową "niespełna godziną" przy dwóch graczach). W rzeczywistości graliśmy ponad dwie i ledwie udało nam się skończyć pierwsze zadanie. Poniżej zamieszczam raport.

Jeśli nie mieliście jeszcze styczności z tym systemem to kilka słów wyjaśnienia. Gra polega na tym, że rzucając sześcioma kośćmi sześciościennymi gracze generują wszystkie cechy postaci, te dyktują rasę i klasę, pomagają określić wagę, wzrost i wiek. Następnie spogląda się na rzuty gracza obok i na ich postawie tworzy swoją historię postaci. W ten sposób cały proces tworzenia postaci sprowadza się do szybkiego rzutu garścią kości i odczytaniu wyników w dwóch tabelkach.

Nicolay grał elfim łotrzykiem, którego podopieczny został zabity przez nieumarłego z Dalekich Krain. Musi udać się w podróż do tego dzikiego kraju by wykupić jego ciało.

Palestir grał orczym magiem, którego uczeń został skuszony przekupstwem przez złego czarnoksiężnika, z którym mag rywalizował, po czym strącony do piekła. Do działania popycha go płonąca żądza zemsty.

Pan M. miał pecha ponieważ z początku grał elfim magiem, lecz szybka śmierć (dwa punkty życia i trawiąca go Chmura Zarazy rzucona przez Magiczną Bestię pozamiatała nim już w drugiej rundzie pierwszej walki na sesji) zmusiła go do przerzutu i grę kontynuował orczym wojownikiem. Ponieważ mieliśmy problem z określeniem jaką historię miałaby nowa postać (jak wspomniałem nieco wyżej historię generują rzuty gracza obok, zatem o ile on też nie zginął i nie przerzucał postaci, to historia pozostaje taka sama) drugą postać Pana M. wciąż motywowała ta sama chęć uwolnienia własnego cienia, który został porwany przez smoka z Krainy Cieni.
"Więc mój cień został porwany przez smoka z krainy cieni i muszę go uwolnić? GENIALNE! Od dzisiaj używam tego do generowania historii swoich postaci w innych systemach!"

Wylosowałem trzy wątki i rozpocząłem część sesji poświęconą grze.

Siedzący samotnie przy ogniu i czuwający nad snem swych towarzyszy orczy mag ujrzał, jak siwy dym zaczyna formować sylwetki jego przodków. Ci, gdy już nabrali kształtu i na wpół materialnej postaci, poinformowali go, że jego rywal, orczy czarnoksiężnik, strzeże zrabowanych niehonorowo przez jego plemię skarbów i duchy przodków nie będą mogły spocząć dopóki skarby te nie zostaną zniszczone. Warowna wioska orków znajduje się w Mrocznej Puszczy, a trudy ich potomka zostaną wynagrodzone potężnym artefaktem, który pomoże zarówno jemu jak i jego towarzyszom... Gdy ostatnie słowa zjaw wybrzmiały w powietrzu na horyzoncie ukazał się skraj złotego dysku zapowiadający świt.

Wypadałoby w tym momencie, żeby postaci podniosły swoje cztery litery z posłań i ruszyły w drogę wypełnić pierwsze zadanie. Ale nie. Postanowili siedzieć przy ogniu i opowiadać sobie swoje historie postaci mocno fabularyzując i dodając szczegóły. Z jednej strony dla mnie łatwiej, ale z drugiej wyraźnie zaznaczyłem, że znają się od dłuższego czasu i są świadomi swoich historii nawzajem.


 
Nie żebym miał coś przeciwko odgrywaniu postaci, czy rozgrywaniu trywialnych scenek w stylu rozmowa przy piwie w karczmie. Nadaje to sesji klimatu, pozwala lepiej wczuć się w postaci, uspokaja tempo sesji (ale jakie tempo skoro dopiero zaczęliśmy i próbuję rozkulać grę?). Moją uwagę należy interpretować w konkretnym kontekście. Wyraźnie zaznaczyłem, że znają swoje historie, tymczasem jeden z graczy zaczyna wcielać się w postać i ją opowiadać. Z żalem muszę zauważyć, że z tym właśnie graczem całą sesję były problemy. Sprawiał wrażenie, jakby nie słuchał co się do niego mówi, nie zwracał uwagi na narrację, wszystko trzeba było mu powtarzać dwa razy. Mam wrażenie, że jego ucieczka w gawędę maskowała to, że nie rozumie (mimo kilkukrotnego wyjaśnienia) mechaniki i nie "wyczuł" gry. Trochę jak wieloletni gracz Wampira, który próbuje rozmawiać z Liczem w dedekach o ciężarze umykającego człowieczeństwa w klątwie nieśmiertelności zamiast ordynarnie mu przydzwonić...
 
Postanowiłem nieco napędzić akcję, więc z krzaków wyszły trzy zbiry o nieczystych intencjach. Gracze zamiast spuścić im łomot postanowili ich przegadać. Z powodzeniem.
 
Gdy przekroczyli granice Mrocznej Puszczy zaatakowała ich Magiczna Bestia, będąca strażnikiem tego miejsca. To jest ta walka, o której wspominałem wyżej. Orczy mag próbował coś zdziałać, ale w wyniku mojego błędu w interpretacji zasad padł (potem zrobiliśmy mały retcon i postać wróciła do życia), elfi mag rzucał Ogniste Kule i przywoływał Magiczne Bestie, natomiast łotrzyk uciekł na drzewo...
 
Pozwólcie że powtórzę - w systemie, w którym każdy cios automatycznie trafia, a ze względu na swoje cechy łotrzykowie zawsze działają pierwsi podczas walki, w drużynie w której zadawał największe obrażenia swoim atakiem (k6+krzepa, magowie zadawali tylko obrażenia równe swojej krzepie), grając postacią, której specjalną zdolnością jest unikanie obrażeń (praktycznie na życzenie za jeden punkt many łotrzyk może uniknąć k6+gibkość obrażeń od ataku) gracz podejmuje decyzję, że jego łotrzyk ucieka na drzewo...
 
Kolejna mechaniczna ciekawostka dotyczy przywoływania Magicznych Bestii - otóż stworzenie to zna dwa czary. Mag nie może kontrolować więcej niż jednej, gdyż inaczej pierwsza przywołana obróci się przeciwko niemu. Będąc w szczodrym nastroju pozwoliłem graczowi wybrać czary jakie zna jego Bestia. Wybrał Kamienną Skórę i przywołanie Magicznej Bestii. W ten sposób obszedł to ograniczenie, albowiem to nie on, lecz będąca pod jego rozkazem Bestia kontroluje kolejną przywołaną. Gracz zmunchkinił system który ma dosłownie osiem stron.
 
"Od dzisiaj jestem fanem OSR-u!"
"Ale wiesz, że to nie do końca tak wygląda?"
"Cicho! Będę wierzył w to co chcę!"
 
Jeden z graczy udawał Tarzana, drugi zwijał się w konwulsjach w oparach trujących gazów, trzeci losował nową postać... W tym czasie przywołane Bestie spuszczały łomot Bestii-Z-Lasu.
 
Drużyna dotarła do orczej wioski, gdzie z niechlubnym wyjątkiem złego czarnoksiężnika nie spotkali żadnego orka. Łotrzyk na coś się przydał i dzięki swej niezrównanej gibkości określił gdzie ukryty jest skarb i strzegący go ork. Zamiast stanąć do boju jak na honorowych bohaterów przystało postanowili puścić chatę z dymem. To rozwiązało problem "niszczenia skarbu", którego zażyczyły sobie duchy przodków. Z chaty wyskoczył czarnoksiężnik o zredukowanych punktach życia. Walka była bardzo krótka. Łupem drużyny padł pierścień umożliwiający otworzenie portalu do piekła, który czarnoksiężnik miał na palcu.
 
"No dobra, ale jak ten pierścień się nazywa?"
"Pierścień Otwierający Przejście do Piekła."
"Piekielny Pierścień!"
"Piekielna Pieczęć!"
"Piekielna Pieczeń?"
"To pewnie zawiera dużo papryki..."
"Chili Con Carne!"
"Ogień z dupy!"
"To pierścień... czyli bardziej Palec w Dupie?"
"Pierścień nazywa się Dupa?"
 
Gracze byli zachwyceni, zażądali kontynuacji - gramy za tydzień. Kupa śmiechu i niestosownych żartów - czyli klasyczna sesja RPG. Po reakcjach na TeamSpeak'u i losowaniem postaci "tak tylko dla funu" mam wrażenie, że ta mała gierka będzie się cieszyć w naszym gronie taką popularnością jak ongiś "Defend the Block"...

Okładka Firebol RPG autorstwa Szymona "Noobirusa" Piechy jest własnością Fajerbol RPG i MGF,
została zamieszczona na zasadach "fair use" prawami recenzji.