Czyli ściany tekstu i relatywnie rudymentarna oprawa graficzna... Czyli ostatni kontakt z hobby statkującego się mężczyzny.


sobota, 20 czerwca 2015

Mariaż końcem awanturniczego życia?

Narodziny córki są dla ojca tragedią. Córki nie dziedziczą, nie mają prawa głosu, nie liczą się w polityce, trzeba zapewnić im opiekę i ochronę, pilnować na każdym kroku, by nieobyczajnym zachowaniem nie zhańbiły rodziny. Powiadają, że kto ma syna - pilnuje syna, a kto ma córkę - pilnuje całej wsi. Nic dziwnego zatem, że ojcowie chcą się córki pozbyć jak najszybciej. Z tym, że jest to nieco posunięcie kamikadze, bo córka na wydaniu to tragedia do kwadratu. Nie dość że na głowie rodziny panny młodej jest organizacja ślubu i wesela, zapewnienie wszelkich wygód gościom, zadbanie by niczego nie zabrakło, to jeszcze ten nieszczęsny posag. Jednym słowem - kobieta to kłopot.

I nie mówię bynajmniej z własnego doświadczenia. Ba! Nie mówię też o czasach współczesnych, w których wszędzie (poza krajami islamskimi) panuje równouprawnienie i kobietom żyje się relatywnie dobrze (w porównaniu do przytoczonego przykładu i czasów dawniejszych). Przemyślenia dzisiejsze zainspirowane są przeczytaną ostatnio książką Jane Austen "Duma i Uprzedzenie" - zdaje ona wierną relację z rozterek młodych dam na wydaniu w środowisku zubożałej szlachty angielskiej z końca XVIII i początku XIX wieku.

Zamiast zadziwić się tym jak wiele zmieniło się w przeciągu ostatnich dwustu lat, warto zastanowić się jak wiele się nie zmieniało przez kilka wcześniejszych wieków. Jako, że fantastyka wzoruje się w dużej mierze na średniowieczu, model ten przenika także do literatury fantasy - nie szukając daleko motyw panny na wydaniu i związanych z tym problemów pojawia się w "Achai" Ziemiańskiego czy w "Sadze" Sapkowskiego...

Wiele się mówi w RPGowym światku o BG próbujących rozkochiwać w sobie NPC, karczmarki, latających za szlachciankami i puszczających oko do królewskich córek, kiedy ich ojciec właśnie daje questa. Mówi się zazwyczaj z politowaniem i z pewną niezręcznością ośmiesza podobne zabiegania. Widziałem nawet komiks o orkach grających w D&D kończący się słowami "Raguk ask if maybe pretty lady want to kiss Raguk". Ba! Nawet sam ongiś pisałem o nieszczególnie Bolca udanych miłosnych podbojach...

Mało się mówi o tych całych posagach, spomówinach, rozmowach z ojcem, bronieniu cnoty córki... Rzadko dochodzi do jakichkolwiek ślubów. A to przecież kopalnia pomysłów na przygody!

Załóżmy, że drużyna pilnie potrzebuje złota - czy to żeby spłacić długi, czy żeby wskrzesić poległego w lochach towarzysza... Żadna robota nie jest w stanie w krótkim czasie dać takiego przychodu. Okazuje się, że w okolicy jest panna na wydaniu, której posag opiewa na taką właśnie sumkę... Zalążek mamy, ale teraz komplikacje - jeśli istotnie jest to słuszna suma to pewnie będzie wielu adoratorów, a jeśli mimo tak wielkiego majątku konkurencji nie ma, to co jest nie tak z panną? Czy może jest szpetna jak noc? Czy drużynowy bard rzuci się dla dobra ogółu na przysłowiowy miecz? Dochodzi jeszcze sprawa, że wartość posagu nie koniecznie będzie przekazana w złocie - w praktyce było to często wyposażenie na start życiowy - pościele, pierzyny, bielizna, ubiory - taki odpowiednik miksera AGD/RTV od ciotki na współczesnym weselu. Ponadto jeśli mają być to pieniądze które zapewnią kobiecie dobry start w życiu małżeńskim, to jak zareaguje rodzina młodej mężatki, kiedy się dowie, że ten miast zabezpieczyć jej byt "przehulał" pieniądze na wskrzeszenie jakiegoś kumpla...

Możemy też obrócić ten motyw - zaniepokojony ojciec prosi drużynę o zbadanie krążących wokół jej córki adoratorów z obawy, że część z nich może być łowcami posagów bez szczerych wobec młodej damy zamiarów. Mamy tu do czynienia z przygodą społeczno-detektywistyczną, która może być momentami bardziej ostra niż polowanie na smoki... No bo zastanówmy się - z jednej strony wśród adoratorów mogą być łowcy posagów, z drugiej nie zmienia to faktu, że każdy z panów ma coś do ukrycia (nie oszukujmy się, faceci zawsze mają coś za uszami), a przecież starają się pokazać z jak najlepszej strony. Paradoksalnie mężczyzna, który będzie miał najbardziej poszarpaną przeszłość może żywić najszczersze uczucia i być właściwym partnerem dla niewiasty...

No i oczywiście - choć ostrzegam, że to pomysł na sesję dla MG-sadystów - tatuś bierze na dywanik. Posag owszem jest i to znaczny, ale czym ty zarabiasz na życie, synku? Krzyżowy ogień pytań o to, jak młody kandydat ma zamiar zapewnić żonie byt, gdzie będą mieszkać, ile planują dzieci, z czego utrzyma rodzinę...

I tu dochodzimy do sedna. Chcesz, Drogi Graczu, na karcie postaci dorobić sobie rubryczkę dotyczącą stanu cywilnego i wpisać "żonaty" po czym beztrosko wyruszyć w stronę lochów/inwazji chaosu/nadciągających oddziałów Molocha/inwazji z kosmosu/kultystów mrocznego przedwiecznego bóstwa? Peszek. Trafił Ci się akurat MG, który od internetowych guru nasłuchał się o tym jak to realistyczne do bólu winne być RPGi. On Ci to skutecznie z głowy wybije. No bo która żona zgodzi się na to by mąż narażał się na śmierć? Owszem, szansa na zysk spora, ale w przypadku śmierci ona zostaje sama. Kto zapewni jej bezpieczeństwo i dobrobyt, gdy męża nie będzie? Kto zatroszczy się o przyszłość ich rodziny? Musisz zanieść jakieś kółko do Mordoru i ocalić świat powiadasz? A ja tu słyszę, że chcesz iść z kumplami na piwo i nie wracać kilka miesięcy...



Wpis dedykowany wszystkim, którzy mimo 
"Jedynego Pierścienia Władzy" na palcu (zwanego potocznie GPSem) 
 nie porzucili hobby i czynnie RPGują...