Czyli ściany tekstu i relatywnie rudymentarna oprawa graficzna... Czyli ostatni kontakt z hobby statkującego się mężczyzny.


niedziela, 21 grudnia 2014

Seks i ortalion...

Ostatnio opublikowałem notkę na temat seksu na sesji. Okazuje się, że jeszcze zanim zacząłem pisać swojego bloga była temu tematowi poświęcona jedna z  edycji Karnawału Blogowego RPG. Biorąc pod uwagę przetaczające się przez fandom jak cyklicznie powracający huragan typowe tematy (gwałt na sesji, ogrywanie kontra mechanika, klimat czy kostki itp...) w sumie nie powinno to dziwić. Chciałbym się odnieść do wpisu Beamhita, a konkretniej do uwagi na temat stosowania bardziej wulgarnego języka. Notka zaczęła się jako komentarz, ale z powodu długości stwierdziłem, że wrzucę na bloga.

Ci, którzy mieli okazje ze mną grywać, od razu rozpoznali (po nie do końca subtelnej grafice na marginesie), że chodzi o "Defend the Block", czyli "Obcych na Dzielni" Felbrigga Herriota. Jeśli przyjmiemy, że język narracji powinien odpowiadać tematyce gry - wszak inaczej opisuje się epickie pojedynki bohaterów heroicznej sagi fantasy, a inaczej szamotaninę o przetrwanie skazanych na śmierć potępieńców post-apo - to powinien odpowiadać także w opisach pikantnych scen. A jaki język będzie towarzyszył grze o dresach z osiedla? Główny bohater takiej gry nie będzie "zabiegał o wdzięki cnej panny" ani też "walczył o utrzymanie przy życiu ostatniej płodnej kobiety na ziemi" - on po prostu "pójdzie na dupy".

Może to kogoś razi. Ja osobiście na co dzień takiego języka nie używam. Kiedy jednak prowadzę "Obcych na Dzielni" sposób narracji zdecydowanie się zmienia. Daje szansę na relaksujące odmóżdżenie. Nieodłącznymi elementami opisów staje się "yhy" albo "no wiesz, ten teges... no..." czy "taka pała co by przyp******ić kur***"

Ale ja nie o tym chciałem. Tendencja do zbaczania z tematu znów daje o sobie znać. Chodziło mi o wspomnienie pewnej sesji na której pojawiły się "motywy okołoerotyczne". Dlaczego około? Wszystko zaczęło się od tego, że Bolec zakupił w osiedlowym monopolowym wagon prezerwatyw na okoliczność zbliżającej się imprezy urodzinowej Blachy. Po dokonaniu transakcji poszedł pukać od drzwi do drzwi (sic!) szukając "chętnej" dziewczyny, która pójdzie z nim na imprezę. Nie ukrywał też, że liczył że mu się co nieco poszczęści. To mnie lekko dziwi, bo gracz sam w sobie jest spokojnym, cichym i ułożonym człowiekiem. Wychodzi na to, że wcielanie się w karczocha wyzwala w ludziach najdziksze uśpione żądze... Mniejsza z tym. Rzuty na Respekt miał i tak nędzne, że im dalej w klatkę tym co dziwniejsze indywidua otwierały mu drzwi (pięcioletnia dziewczynka wyzywająca go od pedofili zanim otworzył usta, moherowa babcia bardzo chętna do rozmowy o swej nastoletniej wnuczce, wkurzony ojciec "przypadkowo zapłodnionej" dziewczyny. Ostatecznie gracz dał się przekonać, że jego postać "w tym stuleciu nie porucha" i wrócił do drużyny. Warto nadmienić, że w tym momencie gracz zagarnął dla siebie około 20 minut sesji na... No właśnie - właściwie na co? Realizowanie osobistego celu? Leczenie kompleksów? Poszukiwanie erotomana gawędziarza w swoim MG? Gdyby nie jego żenująco wręcz śmieszna porażka pozostali gracze by się nudzili w tym czasie. Co nota bene zauważył karp w swoim wpisie do wyżej wymienionej edycji karnawału. Cytując:
"Opis erotyczny to „zabawa” dla jednego, dwóch graczy, którzy w scenie uczestniczą – co robi reszta? Słucha z wypiekami na twarzy? Nie, nudzi się. [...]"

 Kolejna scena miała miejsce w wysokiej klasy domu z pannami do towarzystwa. Celowo nie piszę "burdelu", bo bohaterowie przejechali pół miasta by dostać się do bogatszej dzielnicy gdzie przywitał ich wysokiej klasy przybytek - urządzony ze smakiem z elegancko ubraną recepcjonistką, która przyjmowała zamówienie na "towarzyszenie". To swoją drogą była kolejna szansa do zabawy językiem narracji. Oto masz czwórkę wygolonych dresiarzy i zaczynasz do nich mówić językiem wyegzaltowanym i bogatym. Nie da się bardziej dać do zrozumienia, że tu nie pasują... Dodatkowo w scenie tej pojawiała się swego rodzaju zmysłowość. Duży różnych "mmm" i "ach" - recepcjonistka mówiła do bohaterów niczym Katarzyna Figura w filmie "Killerów Dwóch" (scena parodiująca telefony 0-700). Zamówili "prezent" dla Blachy w kilku egzemplarzach choć sami nawet centymetra kwadratowego gołego ciała nie zobaczyli...

Kiedy już impreza na dobre się rozkręciła dzwonek do drzwi obwieścił przybycie zamówionego towarzystwa. Dziewczyny (ku zaskoczeniu graczy o jedną więcej niż zamawiali) udały się do pokoju Blachy. Drzwi się zamknęły, a po chwili zaczęły zza nich dobiegać okrzyki... Nie. Nie rozkoszy. Okrzyki przerażenia i bólu. No przepraszam bardzo, czy ktokolwiek liczył na happy end wątku erotycznego w sesji systemu o dresach walczących z kosmitami? Okazało się, że bonusowa dziewczyna była zamaskowanym kosmitą. Kiedy gracze słysząc krzyki wbiegli do pokoju ujrzeli jak kłębiąca się masa macek rozrywa i pożera pozostałe dziewczyny, a Blacha leży na łóżku i wrzeszczy...

Czyli generalnie trzy razy w czasie sesji seks był w zasięgu graczy, ale zawsze wymykał im się z rąk. Za pierwszym razem wygórowane oczekiwania bohatera kupującego wagon prezerwatyw spełzły na niczym, za drugim razem sugestia tego co działo się za otaczającymi ścianami nigdy nie dotknęła BG, za trzecim podsłuchiwanie pod drzwiami zamiast fikuśnych opisów grupowej orgietki wprowadziło głównego antagonistę... Ale czy nie tym jest erotyka? Ocieraniem się o temat, sugerowaniem, kuszeniem bez ostatecznego spełnienia? Czy nie tym odróżnia się erotykę od pornografii? I biorąc pod uwagę "niski" język jakim to wszystko było opisane możnaby mi zarzucić brak artyzmu w erotyce. Ale jak napisał Beamhit - zależnie od sytuacji można i wulgarnie bo "brzydkie słowa nie są passe".