Czyli ściany tekstu i relatywnie rudymentarna oprawa graficzna... Czyli ostatni kontakt z hobby statkującego się mężczyzny.


środa, 21 października 2015

Notatki tłumacza...

Doszło do mojej wiadomości, że ostatnia notka wzbudziła w niektórych odwiedzających mojego bloga czytelnikach lekkie zakłopotanie. Niektórzy wręcz zaczęli się zastanawiać, czy przypadkiem nie porzuciłem RPGów na rzecz pisania prozy... Otóż nie!

W ostatni weekend zakończyłem ostatecznie i wysłałem do autora tłumaczenie gry RPG "Mecha Mice" na język polski. Autora, którego nota bene niektórzy moi gracze mogą kojarzyć z innego tytułu, którego sesje swego czasu cieszyły się na TeamSpeaku popularnością - Felbrigg Napoleon Herriot napisał bowiem "Defend the Block" czyli swojskich "Obcych na Dzielni". Tym razem jednak, nie wcielamy się w drechów broniących ludzkości przed inwazją wrogich nam zielonych imigrantów z odległej galaktyki, lecz w bohaterskie myszy uzbrojone w najświeższe nowinki technologiczne.

Tematycznie jest to ciekawa krzyżówka między "Mouse Guard" a "Battletechem" (choć jeśli mam być szczery to bardziej pasowałoby porównanie do pancerzy wspomaganych z Fallouta, niż do wielkich maszyn kroczących). W dużym skrócie - myszy są jedyną rasą, która wykształciła intelekt (a zatem świat gry nie przewiduje istnienia ludzi), a co za tym idzie cywilizację, kulturę, kodeks prawa i swoje miasta. Z drugiej strony mamy całą masę (tysiące) drapieżników, które są dzikie, tępe i głodne. Jedynym co stoi na drodze schrupania tych pierwszych przez tych drugich jest Mecha-Korpus - jednostka specjalna zakutych we wspomagane zbroje nieustraszonych gryzoni. To właśnie w nich wcielają się gracze.

Mechanicznie mamy do czynienia z bezkostkową mechaniką opartą na szeregu porażek i sukcesów - teoretycznie zawsze wiemy co nas czeka w kolejnym wyzwaniu, bo przechodzimy wtedy na kolejne pole i postępujemy adekwatnie, w praktyce jednak do dyspozycji mamy Troski. Troska to coś jak aspekt w Fate - jednozdaniowy określnik bohatera, który w odpowiednich i pasujących tematycznie chwilach pozwala na przeskoczenie jednego pola szeregu...

Całość zamknięta w broszurce w stylu PocketMod. Po drobnych perturbacjach związanych z faktem, że dziwnym zbiegiem okoliczności DriveThruRPG obsługuje polskie znaki diakrytyczne w komentarzach, ale w opisie produktu już nie, w dniu wczorajszym do sprzedaży trafiły "Mecha Myszy"... Ostatnia notka była zatem czymś w rodzaju teasera/trailera mającego wprowadzić w klimat.

Dziś chciałbym się podzielić wrażeniami z tłumaczenia gdy na język polski. Zacznę od różnic w stosunku do wersji anglojęzycznej. Inaczej niż w przypadku "Obcych na Dzielni", gdzie do tłumaczenia podchodziłem dość liberalnie starając się raczej lokalizować grę i oddać realia znanych odbiorcy blokowisk niż na siłę przenosić graczy w zupełnie obcy im świat - tutaj trzymałem się oryginału dość wiernie. Być może dlatego, że realia baśniowo-fantastyczne i historie o mówiących zwierzętach nie potrzebują kontekstu przytoczonego zza okna i przykładów z codzienności... Niemniej jednak tam gdzie wersja anglojęzyczna składa się z jednej broszury, wersja polskojęzyczna składa się z trzech. Pierwsza to tłumaczenie gry zgodnie z zawartością oryginału. Druga, to generator scenariuszy oparty na tabelach losowych zaczerpniętych z bloga autora poświęconego grze. Trzecia to dodatkowe materiały o ważnych miejscach, osobistościach i konfliktach świata myszy - także zaczerpnięte z bloga. Tłumacząc grę przyjąłem, że główną grupą odbiorców będą Ci, którzy nie czują się na tyle silni w językach obcych, by zakupić wersję oryginalną i w związku z tym chciałem by także mieli możliwość skorzystania z dodatkowych materiałów, które autor publikuje w sieci w ramach wsparcia tytułu. Oczywiście są też ludzie, którzy będą chcieli mieć wersję polską z pobudek "kolekcjonerskich" - jakby nie patrzeć jest to jedna z nielicznych polskojęzycznych gier na DriveThruRPG - lecz założyłem, że moja "pomoc" tym ludziom akurat nie jest potrzebna, bo poradzą sobie świetnie bez niej. Ubolewam nad faktem, że nie wszystko udało się zmieścić (broszura typu PocketMod jest mocno ograniczająca), zwłaszcza w trzeciej książeczce. Każde nowe miejsce czy organizacja dodaje kolejne wątki i źródła konfliktów. Żałuję, że nie udało się zmieścić mysich anarchistów i organizacji zwiadowców... Materiały te wkrótce pojawią się przetłumaczone na blogu.

Nie wszystkie nazwy tłumaczone są dosłownie. Byłem w ciągłym kontakcie z autorem indagując go nieustannie o źródłosłowie stosowanych nazw własnych. Tak więc na przykład główne miasto myszy - w oryginale nazywa się "Carlyle". Zastanawiałem się czy to od nazwiska Thomasa Carlyla - autora filozofii (czy też historiozofii) zwanej heroizmem. Bohaterskie myszy w pancerzach, poświęcanie się dla społeczności, nierówna walka z przeciwnikiem i heroizm - pasowało mi to wszystko do kupy. Jeśli istotnie istniałoby tutaj powiązanie osada ta nazywałaby się w polskojęzycznej wersji "Brzozów" (od jedynego w zasadzie chociaż lekko nawiązującego do heroizmu polskiego filozofa lewicowego Stanisława Brzozowskiego). Jako że powiązania nie było zdecydowałem się na odpowiednik fonetyczny i tak oto przechrzciłem mysią stolicę na "Karłów".

Zdaję sobie sprawę z tego, że tłumaczenie nazw własnych jest kontrowersyjne. Oberwało się za to wielokrotnie od Tolkienowskich purystów panu Jerzemu Łozińskiemu, który dopuścił się zbrodni nazwania Bilbo Bagginsa "Bagoszem", Shire "Włością" a Rivendell "Tajarem". Szczególnie nieszczęśliwie w tym kontekście wypada tłumaczenie "Corp Paw" na "Łapka Korpusu", jednak tak jak pisałem wcześniej, chciałem by z polskojęzyczną wersją najbardziej komfortowo czuł się odbiorca bez zdolności językowych. Stąd pewnie kuriozalnie kontrowersyjne, lecz przaśnie swojskie nazwy własne.

Kolejna sprawa którą chciałem poruszyć to imiona. Oryginalny podręcznik zaleca tworzenie imion określanych słowem "hyphenated" czyli w luźnym tłumaczeniu "oddzielanych myślnikiem". Z tym, że myślnik w języku polskim pełni funkcję nie tyle łączącą co oddzielającą. Autobus żółto-zielony to nie to samo co autobus żółtozielony. Ten pierwszy pomalowany jest w pasy o dwóch odrębnych wyraźnie zdefiniowanych kolorach, drugi cały jest w jednolitym żółtawym odcieniu zieleni. Stąd "Sandy-hole" stał się "Piaskonorem", "Black-face" został "Czarnopyskiem", a "Nettle-stem" został przechrzczony na "Pokrzywopara" (bo Rudie idiota pomylił stem-łodyga z steam-para).

Jeśli chodzi o imiona, to ciekawym przypadkiem jest Elminster tego settingu, czyli główny inżynier A'Tur. Jego imię pozostało niezmienione. Podręcznik zaleca by imiona pochodziły z natury, więc taki polski bizon też się nada, co ciekawe w oryginale imię to nie miało żadnego znaczenia i nie stosowało się do tej zasady. Jak nic nie robiąc, można coś przetłumaczyć i nagle nabiera sensu...

Mógłbym jeszcze pisać całe akapity tłumacząc rozwlekle jak podchodziłem do każdej nazwy własnej, skąd czerpałem inspiracje i jak oddawałem ogólny klimat, ale nie ma sensu wydłużać tej notki... Myślę, że te kilka przykładów i moje przemyślenia jasno przedstawiły jaki zamysł przyświecał mi w czasie tłumaczenia. W razie pytań - chętnie odpowiem czy to w komentarzach, czy to w formie kolejnej notki (jeśli zajdzie taka potrzeba) chętnie przeczytam polemikę co do przyjętych przeze mnie założeń i decyzji, czy sugestii co do tłumaczenia terminów występujących w grze...

Tymczasem zachęcam do zapoznania się z kolejnym i najświeższym polskojęzycznym tytułem na DriveThruRPG - RPG "Mecha Myszy"!


.