Czyli ściany tekstu i relatywnie rudymentarna oprawa graficzna... Czyli ostatni kontakt z hobby statkującego się mężczyzny.


środa, 14 października 2015

Trzy grosze o historii postaci...

Kilka dni temu Drachu popełnił na swoim Dziodblogu tekst o historiach bohaterów dostarczanych MG przed sesją, pod którym podpisuję się wszystkimi kończynami. Niemniej jednak - moim skromnym zdaniem - mam wrażenie, że jeden z aspektów został za słabo wyeksponowany. Wszystko co dziś napiszę było powiedziane i napisane już wcześniej przez ludzi mądrzejszych ode mnie i nie mam zamiaru udawać, że odkryłem Amerykę.

Na początek przytoczę kontekst wypowiedzi Dracha (wybiórczo wycięte ze środka tekstu):
Drachu napisał:
Spójrzmy na postać z gry jak na bohatera literackiego czy filmowego. Na początku może faktycznie wiemy coś o nim, o tym skąd się wziął i jaki jest, ale tak naprawdę poznajemy go w trakcie opowieści. Bo to jego czyny, decyzje, czasem i wewnętrzne przemyślenia, o tym nam mówią. Pozwól zatem, że posłużę się przykładem.

Po ulicy idzie dziewczynka z lizakiem.

- Bohater z rozbudowaną historią zerka na opis bohatera. Widzi – aha, jestem draniem bez serca – i dlatego dopada do dziewczynki i lizaka zabiera.

- Bohater literacki dopada do dziewczynki, zabiera lizaka. A czytelnik widzi – aha, zabiera lizaka – a zatem najpewniej jest draniem bez serca. Albo jest głodny. Albo dba o zdrowie tej dziewczynki i jej bilans kaloryczny i wie, że nie ma co podbijać węgli rafinowanymi cukrami prostymi. Jeszcze jej to zaburzy metabolizm, albo spowoduje wyrzut insuliny.
Oraz jednego z komentujących:
Shockwave napisał:
Ciężko się nie zgodzić - dziadzio Gygax mawiał, że historia postaci to rzeczy dziejące się miedzy 1 i 9 levelem, ALE...
Myślę, że powoli klaruje się pointa, do której zmierzam...

Możesz napisać historię swojej postaci, jasne, nikt nie zabrania. Możesz nawet dostarczyć ją w formie zeszytu (choćby 16-kartkowego jak w przytaczanej notce) zapisanego drobnym maczkiem. Możesz napisać powieść... Ba! Możesz napisać sagę na kilka tomów...

Z tym, że weź pod uwagę, że na sesję przychodzisz przede wszystkim grać. Różnie wyglądają nasze sesje, każdy RPG-owiec ma swój ulubiony styl i często lubi na internetowych forach wykłócać się z innymi argumentując jego wyższość. Ale jedna wypowiedź przewija się w znakomitej większości wypadków - "liczy się opowieść" - i już nie będę wdawał się w dyskusję na temat czy jest to opowieść wynikająca z mechaniki i rzutów, czy z kolejarskich pasji MG ciągnącego drużynę po sznurku swojego scenariusza mającego wzbudzić głębokie katharsis. Jaki jest sens przynosić na sesję postać, która całą opowieść ma już za sobą?

Drachu uciekł się do porównania literackiego, więc i ja sobie pozwolę. Czy Tolkien we "Władcy Pierścieni" poświęcił dwa pierwsze tomy na losy Froda w rodzinnym wygwizdojewie czy może wyrwał go z jego monotonnego życia by opowiedzieć nam historię jak ów niepozorny osobnik stał się największym bohaterem Śródziemia? Czy "Robinson Crusoe" jest o facecie, który przez pół książki mieszkał w mieście portowym, czy o rozbitku walczącym o życie?

Do czego zmierzam to prosty fakt - nie chcesz grać bohaterem, o którym wiadomo już wszystko. Nie chcesz grać bohaterem, który już przeżył przygody, bo przygody on ma przeżywać właśnie w czasie gry. Historią postaci nie jest to wszystko co działo się między pierwszym a 16+k20 rokiem życia, tylko właśnie to co dzieje się na sesjach.

Jeśli weteran wielu wojen, morderca smoków, zbawiciel księżniczek zawita znów w rodzinne strony, wymoczy sobie stopy w ciepłej wodzie i odwiesi miecz nad kominkiem co go skłoni do tego by znowu włóczyć się po świecie? Przecież on nie musi zostać bohaterem, on bohaterem już jest. Nie musi zdobywać sławy, jest już szeroko znany i rozpoznawalny. Nie musi gromadzić skarbów, bo kilkukrotnie zdobył już pół królestwa i rentę księżniczki...

W tym momencie wypada wspomnieć o jednym z powszechnych błędów przy pisaniu przydługich eposów w historii swego bohatera (pomijając na razie fakt, iż cała ta notka jest argumentem przeciw pisaniu tych eposów). Bohaterowi rodziców zabili orkowie, w wieku lat trzech pracował w kuźni będąc mega-przepakiem, w wieku lat szesnastu prowadził całe armie osobiście zarzynając całe plemiona orków... Przynajmniej tak twierdzi historia postaci, bo gracz gra pierwszopoziomowym barbarzyńcą. I nagle przychodzi taki moment na sesji, kiedy pojedynczy ork wylosowany z tabli spotkań w lochu ukatrupia ów sławnego pogromcę orczych plemion jednym ciosem. Jak to się ma do historii?

Kiedy prowadziłem Neuroshimę prosiłem bohaterów o historię postaci... W trzech zdaniach. Pierwsze miało odpowiadać na pytanie kim była nim rozpoczęła przygodę. Drugie - jakie wydarzenie sprawiło, że coś w niej pękło i ruszyła w szlak, pytanie o moment krytyczny, traumatyczne lub wręcz odwrotnie wydarzenie z życia. Trzecie - czego teraz szuka, zasadniczo pytanie o motywację postaci... Następnie poprzeplatałem wątki tych odpowiedzi ze sobą by połączyć drużynę.

Ciekawym przypadkiem była postać MetalHeada - kaznodzieja Eli. Szukał on zabytkowej księgi, Biblii należącej do przedwojennego pastora nagrywającego kasety motywacyjne na postawie których Eli oparł swą religię... W scenie w której bohaterowie błądzili w tunelach metra sugerowałem, że ów przedwojenny kaznodzieja został pochowany w Roswell i prawdopodobnie tutaj jest jego księga. Eli nie połknął haczyka. Po zakończeniu kampanii pytałem go o to. Okazało się że już dawno zapomniał o motywacji swojej postaci i "zmienił ją" na pomoc postaci koleżanki w realizowaniu jej motywacji...

Oburzające! Jak mógł?! Ano mógł... Historia postaci to nie te kilka zdań na kartce, lecz to co dzieje się na sesji. Jeśli bohater uznał, że poszukiwanie zaginionej siostry jego towarzyszki jest ważniejsze niż jakaś marna rzecz doczesna, pamiątka z epoki poprzedniej to dlaczego nie miałby zachować się stosownie i "zmienić motywację postaci"...

Czy gdyby ta historia nie miała trzech zdań, lecz kilka stron, to równie łatwo zdecydowałby się wyrwać z jej okowów? Czy koncepcja jego postaci mogłaby ewoluować? Czy nie stałby się niewolnikiem swojej historii? Pisał o tej dziadowskiej księdze przez trzy akapity - MUSI JĄ MIEĆ!!!

Co z tego, że jest jakiś tam quest... Co z tego, że jest jakaś tam drużyna...