Czyli ściany tekstu i relatywnie rudymentarna oprawa graficzna... Czyli ostatni kontakt z hobby statkującego się mężczyzny.


czwartek, 5 lutego 2015

Zemsta Handlarza...

Felbrigga Herriota poznałem w 2008, kiedy ze względu na poszukiwania gry figurkowej "Fallout Warfare" trafiłem na serwis Board Game Geek. Felbrigg był tam założycielem gildii "Print and Play". Sam nie będąc artystyczno-manualnie upośledzonym brałem udział w dyskusjach, dzieliłem się przemyśleniami, czytałem porady - które nota bene przydały się, bo przecież Figurki do "Fallout Warfare" trzeba było jakoś wydrukować i poskładać...

Skoczmy do przodu cztery lata. Pod koniec 2012 tłumaczę na język polski jego mini-RPG "Defend the Block". Oczywiście prócz tłumaczenia dostosowałem też grę do bardziej polskich klimatów, wyciągając kilka charakterystycznych dla naszych rodzimych blokowisk elementów. Tak rodzi się mini-RPG "Obcy na Dzielni" dostępny na DriveThruRPG.

Rok później, w 2013 Felbrigg wydaje swoją pierwszą paragrafówkę pod tytułem "Dwarven Vengeance" opowiadającą losy krasnoluda, któremu smok zajął jego ukochaną twierdzę pod górami, a braci zjadł. W tym miejscu wypada wyjaśnić dwie kwestie.

Po pierwsze - czym są gry paragrafowe?
Gry paragrafowe to książki, najczęściej fantasy, w których to czytelnik decyduje o rozwoju akcji. Fabuła podzielona jest na krótkie (czasami pół strony, czasami zaledwie kilka zdań), ponumerowane rozdziały zwane paragrafami (stąd nazwa). Pod koniec każdego rozdziału możemy jako czytelnik podjąć decyzję w którym kierunku powinna toczyć się akcja powieści. Stajesz na rozdrożu. Czy odwiedzisz chorą matkę, czy może ruszysz ku przygodzie i zaciągniesz się do wojska? Każda decyzja ma swoje konsekwencje, każda może zmienić zakończenie...

Paragrafówkami zainteresowałem się dzięki mojemu ojcu. To on po raz pierwszy powiedział mi o istnieniu czegoś takiego podając za przykład działania właśnie to samo zdanie o chorej matce, którego użyłem w akapicie powyżej. Pamiętam pierwsze i frustrujące próby przejścia "Dreszcza" Jacka Ciesielskiego - oficjalnie uznawanego za pierwszą polską paragrafówkę. Dziś wiem, że próby te były deremne. Gra zawiera błędy, przez co czytelnik kręci się w miejscu, a "Dreszcza" nie da się ukończyć. Co ciekawe było to na długo przed tym, jak dowiedziałem się o istnieniu papierowych RPGów. Siedziałem godzinami czytając bloki tekstu, poznając niesamowite historie i rzucając kośćmi... Brzmi znajomo?

Po drugie - ale o co chodzi?
Ci którzy doczytali do tego miejsca mogą się zastanawiać o co mi właściwie chodzi w tej notce. Czy chwalę się tym, że mam znajomego projektanta gier? Pierwszy lepszy internauta, który zarejestruje się na forum Manufaktury Gier Fabularnych zdobędzie o kilku więcej w przeciągu doby... Próbuję porównywać gry paragrafowe do RPG? Nie ma takiej potrzeby - Jacek Ciesielski na łamach magazynu "Razem" zrobił to już dawno temu pisząc o zagranicznej modzie na gry fabularne i proponując w kilku akapitach przeróbki mechaniki "Dreszcza" do rozgrywki "multiplayer". Macie już odpowiedź w co grają prawdziwi tru polscy oldschoolowcy grognardzi. Swoją drogą słynne "Oko Yrrhedesa" Sapkowskiego jest mechanicznie rzecz biorąc zżynką z mechaniki serii paragrafówek "Fighting Fantasy" (czyli identycznej do mechaniki "Dreszcza" - jak powiadają: "najwyższą formą komplementu jest plagiat").

Po co to całe kalendarium? Kiedy Felbrigg wydawał swoją pierwszą paragrafówkę, ja już od kilku miesięcy współpracowałem z Jakubem Jastrzębskim - założycielem serwisu paragrafka.pl publikującego recenzje. Wyobraźcie sobie zatem moje zaskoczenie, kiedy przeglądając fejsa zobaczyłem, że znajomy projektant po grach planszowych i RPGach zabrał się za paragrafówki. Oczywiście zamówiłem sobie jego pierwsze dzieło. Choć w kategoriach paragrafówek nie było wybitne, fabuła była na tyle ciekawa by przymknąć na to oko.

Tymczasem niedawno wydana druga gra paragrafowa Felbrigga, której dzisiejsza notka zawdzięcza swój tytuł była bardzo słaba. Piszę to ze smutkiem. Nikt zdrowy na umyśle nie odczuwa satysfakcji z dowalenia znajomemu, tym bardziej recenzję, do której odsyłam, pisałem z ciężkim sercem.

Pełny tekst znajdziecie pod wyżej wymienionym adresem. Skrótowo natomiast przedstawię kilka punktów podsumowania dla tej gry (taka wersja tl;dr):
  • liniowość - paragrafówki są medium, które ma dać czytelnikowi poczucie wolności i wrażene że ma autentyczny wpływa na opowiadaną historię. Nie tutaj - fabuła jest liniowa i parafrazując Yuriego - "przepycha nas jak gówno przez jelito kaczki"
  • dobra mechanika - punkty umiejętności inwestuje się w profesje - będąc zamkniętym samemu w metalowej puszce w środku wszechświata warto znać się na wszystkim, zatem jesteśmy po części handlarzem, szulerem, inżynierem, strzelcem i mordobijcą...
  • fabuła... której nie ma - praktycznie brak spójnej historii, oderwane od siebie przygody w kosmosie