Czyli ściany tekstu i relatywnie rudymentarna oprawa graficzna... Czyli ostatni kontakt z hobby statkującego się mężczyzny.


środa, 5 listopada 2014

Córki Apostazji...

Lubię czytać. Do pracy jadę autobusem przez ponad godzinę i zawsze przedkładałem zanurzenie się w dobrej lekturze nad bezmyślne gapienie się w okno. Z tym że ostatnia książka, jaką mi się udało kupić w antykwariacie koło dworca kolejowego, to "Zabójca Trolli" Williama Kinga osadzona w świecie Warhammera Fantasy. Nieudolne próby znalezienia kolejnych tomów, coraz mniej czasu wolnego na wycieczkę do księgarni i coraz skromniejszy budżet skutecznie uniemożliwiły (no dobra, niech będzie że "utrudniły") wzbogacenie swojej kolekcji. Staję zatem przed swoją biblioteczką, niczym kobieta przed garderobą, i mamroczę pod nosem "nie mam co na siebie... ekhem... znaczy się... czytać"

Ostatnio moim wielkim odkryciem był fakt, że mój wierny cegłofon obsługuje internet. Kolejnym wielkim odkryciem była strona pełna radosnej twórczości literackiej wszelkiej maści grafomanów - a konkretniej autorów fanfic-ów czyli fanowskiej fikcji (próbując nieudolnie przełożyć to na język ojczysty z zachowaniem aliteracji). Po przebiciu się przez kilka obszernych tekstów gdzie buczące od hormonów nastolatki przelewają na elektroniczny papier swoją niezdrową fascynację Agentem Smithem z filmu "Matrix" śliniąc się na klawiaturę (to ma coś wspólnego z kulinariami, facet podobno jest "ciachem") i zestawiając go w niedwuznacznych sytuacjach ze swoimi fikcyjnymi alter ego w wątpliwej jakości erotyko-romansidłach trafiłem na prawdziwą perełkę.

Użytkownik portalu fanfiction.net o pseudonimie Basilisk9466 napisał całkiem zgrabną nowelę osadzoną w uniwersum Warhammera 40000. Piszę "nowelę", ponieważ opieram się na klasyfikacji utworów literackich ze względu na długość stosowaną przez Science Fiction and Fantasy Writers of America przy nagrodzie Nebula Award. Innymi słowy całość ma lekko ponad 31 tys. słów. Innymi słowy jeszcze raz tyle i wyszłaby typowa książka fantasy/sci-fi... Wspominam o tym akurat dlatego, że druga część właśnie "się pisze".

Pierwsza część "The Daughters of Apostasy" pod tytułem "Faith and Hellfire" ("Wiara i Ogień Piekielny") wciągnęła mnie bardziej, niż nie jedna oficjalna i firmowana logiem Games Workshop książka. Warto w tym momencie zaznaczyć, że nie jestem znawcą historii uniwersum, nie grałem w bitewniaka figurkowego, nie wczytywałem się w codex-y, a mój romans z "czterdziestką" ograniczył się do stworzenia postaci do Dark Heresy i lektury kilku powieści Sandyego Mitchella o przygodach Komisarza Kajfasza Caine'a (za których polecenie dziękuję Yuriemu). Mam za to trochę styczności z "oficjalnymi" powieściami (choćby z "Forgotten Realms") i często zdarza się tak, że z głównego bohatera autor robi niezniszczalną Mary Sue (Drizzt Do'Urden choćby...) tylko po to, żeby pokazać jak niesamowita i epicka jest (bo przecież bohater pojawiający się na podręcznikach, kubkach, figurkach i tak dalej nie może okazać słabości - obniżyłoby sprzedaż)...

Lubię historie, w których główny bohater jest postawiony przed trudnymi wyborami, czyli nie takimi gdzie wybiera się między oczywistym dobrem a oczywistym złem, lecz między opcją "jest źle" a opcją "dobrze też nie jest". Dlatego tak uwielbiam Doktora ("Doctor Who" - brytyjski serial sci-fi), który co chwilę stawiany jest wobec sytuacji, gdzie musi wybierać między życiem kilku jednostek a czasami nawet całej rasy. Dlatego tak uwielbiam Komisarza Caine'a, który robi wszystko by przeżyć, a przełożeni do wyboru dają mu tylko misje samobójcze, potencjalnie samobójcze, lub misje zlecone przez inkwizytorów (NA PEWNO samobójcze). Dlatego tak przypadła mi do gustu Siostra Katrina Tzarine, która na początku powieści jest zdegradowana i wyznaczona do odbycia misji wraz z podobnymi jej niepokornymi Siostrami na planecie Sanaav III, gdzie podsłuchuje jak Gwardziści nazywają jej oddział "Martwymi Siostrami" i jednocześnie otrzymuje rozkaz zaatakowania kolumny czołgów przy pomocy patyków... Czy zwycięży ślepe posłuszeństwo wobec Imperatora Ludzkości, czy instynkt samozachowawczy?

Łatwo się domyślić, że poprzednie pytanie było retoryczne. Gdyby Siostrzyczki tak łatwo dały się zabić, nie byłoby czternastu rozdziałów ciekawej intrygi. Ciekawej intrygi, w której udział biorą realistyczni, dobrze napisani i charakterystyczni bohaterowie. Kiedy myśli się "Imperium" widzi się całe hordy ludzi, którzy bezmyślnie dają przelać swoją krew z okrzykiem "Za Złoty Tron!!! Za Imperatora!!!" na ustach, a jeśli ich bezmyślność na chwilę ustąpi rozsądkowi i refleksji to z pobliżu jest Komisarz, by strzelić delikwentom w plecy. Tymczasem w "Faith and Hellfire" mamy do czynienia z ludźmi, którzy stawiani są w sytuacjach ekstremalnych, sytuacjach które każą im zastanowić się czy warto dalej walczyć, czy może ich skóra jest warta więcej niż mit o jakimś pozłacanym krześle na drugim końcu wszechświata... Siostra Tzarine prowadzi niebezpieczną grę lawirując między młotem a kowadłem i jeszcze daje radę zapleść własną sieć intryg by w ostatecznym rozrachunku zrealizować własne interesy.

Nie chcę za dużo zdradzać, ale było kilka momentów, w których wydawało mi się, że wiem co się będzie dalej dziać i byłem zaskoczony tym jak bardzo rozminąłem się z rzeczywistością. Autor ma niezwykły talent do przedstawiania sytuacji z których jest tylko "n" wyjść (gdzie "n" jest liczbą naturalną dodatnią, wiekszą od jeden) bawiąc się z czytelnikiem w grę w typowanie, po czym w kolejnym rozdziale dzieje się coś zupełnie innego. Lesbijski romans? Nope... O! Slaanesh się pojawia, bo oczywiście w każdej opowieści z Chaosem w tle musi pojawić się Slaanesh... Nope... Inkwizytor z pierwszego rozdziału nie będzie zadowolony... Nope?

Z ręką na sercu polecam każdemu fanowi uniwersum Warhammera 40000 fanfic "Faith and Hellfire" autorstwa użytkownika Basilisk9466.