Czyli ściany tekstu i relatywnie rudymentarna oprawa graficzna... Czyli ostatni kontakt z hobby statkującego się mężczyzny.


piątek, 7 listopada 2014

Sandbox - Swords&Wizardry i Bagna Pięciu Katedr #2


Post oryginalnie ukazał się na blogu Metalowe RPG 27 maja 2014. Sesje, o których mowa, odbywały się w lokalu dla graczy Hex na ulicy Dwernieckiego w Krakowie.
Po raz kolejny wróciliśmy na bagna, by po kolana brodzić w błocie. Przy okazji była to pierwsza sesja po zmianie systemu z ułomnego Oka Yrrhedesa na Swords&Wizardry. Wad tego drugiego jeszcze nie zacząłem dostrzegać, ale gdzieś pewnie są...

Cała sesja nie była długa - po części z powodu mojego zmęczenia, po części z powodu kiepskiej frekwencji. W świecie gry minęły zaledwie dwa dni. W stosunku do mapy zamieszczonej w poprzednim poście zmieniło się jedynie to, że gracze odkryli stary cmentarz na heksie 10-07.

Cmentarz ten stał się przyczyną ich zguby. Już pierwszej nocy rzut na spotkania losowe sprawił, że kapłana, który próbował pobłogosławić tę ziemię w imię Jedynego za nadgarstek uchwycił szkielet. Chwilę później dołączyło do niego 10 kolejnych. Pierwszy test nad przegonienie nieumarłych zakończył się niepowodzeniem więc BG bez zastanowienia uciekł na drzewo. Tam odprawił rytuał ponownie i szkielety tłumnie otaczające drzewo się rozeszły (po kościach - hue, hue).

Kiedy następnego dnia mieli opuszczać cmentarz dostrzegli błysk złota (tabela abstraktów "wielkie bogactwo, skarb"). Po odbyciu teologicznej dysputy argumentującej prawo kapłana do uczynków hieny cmentarnej (w imię Jedynego, oczywiście) Dobrawa zaczęła się dobierać do zamka, a Zbrozło poszedł szukać kamieni do procy...

Otóż, okazuje się, że podstawowa zasada oldschool'u "never split the party" (nie rozdzielaj drużyny) działa także przy drużynach dwuosobowych. Z powodów upływu czasu i niezdanych testów na otwieranie zamka Dobrawa została rozszarpana przez nieumarłego, który zrobił sobie z jej jelit skakankę. Odpędzanie nieumarłych Zbrozło nastąpiło o turę za późno. Swoją drogą zarówno Dobrawa jak i szkielet mieli po 1hp i potrzebowali zaledwie 10 by trafić. Wysoce niefortunne rzuty kośćmi doprowadziły do śmierci postaci Weroniki.

Kapłan pochował ją na równinach (09-07) usypując jej niewielki kurhanik z kamieni. Tak zakończył się dzień drugi.