Czyli ściany tekstu i relatywnie rudymentarna oprawa graficzna... Czyli ostatni kontakt z hobby statkującego się mężczyzny.


sobota, 1 listopada 2014

Sandbox - Oko Yrrhedesa i Bagna Pięciu Katedr #1

Skoro mam już swoje miejsce w sieci postanowiłem przenieść trochę zawartości z miejsc, które gościnnie użyczały mi przestrzeni w ostatnim czasie. Post oryginalnie ukazał się na blogu Metalowe RPG 18 maja 2014. Sesje, o których mowa, odbywały się w lokalu dla graczy Hex na ulicy Dwernieckiego w Krakowie.


Sandbox - Oko Yrrhedesa i Bagna Pięciu Katedr.

 Poniżej zamieszczam podsumowanie pierwszych trzech sesji kampanii w sandboxowym stylu na podstawie modułu autorstwa Darcane (autora bloga "k20"). Dlaczego z uporem maniaka powtarzam pisownię angielską? Nie mam zamiaru spolszczać pisowni angielskiego słowa, które ma swój odpowiednik w naszym ojczystym narzeczu... Z drugiej strony nazwanie kampanii, której akcja dzieje się na wilgotnych, błotnistych bagnach bez choćby jednej łachy piachu "piaskownicą" byłoby przewrotne. Ot, dygresja... Wracam do tematu.

Wszystko zaczęło się od tego, że przybywszy do Miasta Królów Polskich zebrałem drużynę "Ostatnich Sprawiedliwych" (mimo niespecjalnie napełniającego optymizmem jęku niesmaku i zawodu kiedy oznajmiłem na TSie, że jadę do Krakowa). Widzicie, gracze z tego miasta mają fatalną opinię... Zdaje się że jakiś miesiąc temu w czasie rozmowy z jednym z moich graczy padł z jego ust tekst: "...bo w Krakowie gracze są spoko, tylko fandom jest popierdolony..." Ja może skończę tę dygresję nim narobię sobie wrogów...

Wracając do tematu - prowadziłem przygodę/kampanię na Savage Worlds w settingu MiniWar. Drugi już raz zresztą - ten sam pomysł na sesję wykorzystałem grając z MetalHeadem, Futu, Arturem i Wstrząsem na TeamSpeaku. Sesję znajdziecie pod nazwą "Jednostrzałówka #17" na kanale Poliwusa. Ale nie o tym jest ta notka. Ja NAPRAWDĘ muszę wrócić do tematu.

Dwóch graczy nie mogło się stawić na sesji. Jako że od dłuższego czasu intrygowała mnie idea grania w stylu sandboxowym i przymierzałem się do takiej kampanii od półtora roku (raz nawet próbowałem płynnie przejść od scenariusza z podręcznika systemu Sapkowskiego do modułu Darcane'a prowadząc na TS, ale niestety drużyna się rozeszła), postanowiłem wykorzystać ten zbieg okoliczności i fakt, że pozostałych dwóch graczy chciało ("żądało"?) sesji. Wybór padł na Bagna Pięciu Katedr (bo akurat miałem wydrukowane, bo to w miarę prosty kilkustronicowy moduł i bo byłem na prelekcji Darcane'a na Pyrkonie kiedy opowiadał o sandboxach) i system Oko Yrrhedesa (bo prosta mechanika nie ładuje się pod nogi, bo na karcie postaci są 4 staty i używa samych k6).

Gracze rozpoczęli przygodę w Hexie (taka knajpa dla graczy w Krakowie) na heksie (taki tam sześciokąt) 10-11 (kolumna-rząd). Wynikało to z tego, że tak mi się wylosowało. W międzyczasie wyrzuciłem też gdzie wylądowała łódź, którą się rozbili. "Fabuła" częściowo zakładała, że płynęli statkiem który badał możliwości spławne dzikiej i nieznanej rzeki, który rozbił się spadając z wodospadu prosto w jakąś bagnistą kotlinę.

Początkowa pozycja była o tyle szczęśliwa, że było bardzo blisko do ludzkiej wioski (choć w owym czasie jeszcze nie znali jej lokalizacji, mieli dużo szczęścia bo znaleźli ją po pokonaniu zaledwie czterech heksów). Gracze zdecydowali się udać na wschód. Spotkanie losowe w lesie (08-11) zakładało "ruiny, podziemia" - postanowiłem wprowadzić meta-plot modułu i opisać pozostałości po wieży (w rzeczywistości zaledwie czubek czwartej katedry) z gąbczastego kamienia - pamiątce po tajemniczej rasie Mykonitów. Co z kolei zaowocowało tym, że wchodząc do osady nawiązali od razu kontakt z Poszukiwaczem Jeremiaszem - zwierzchnikiem organizacji Poszukiwaczy Katedr. Reszta sesji skupiła się na kursowaniu między lasem (08-11) i osadą (07-13) oraz sprzedaży "gąbczastych kamieni". Brat Jeremiasz zaczął wątpić w szczerość ich intencji. Sesja zakończyła się tryumfem nad wilkami z losowego spotkania w lesie. Walka była pierwszym zwiastunem smutnej prawdy, że mechanika Oka niedomaga.

"Chyba zgubiłem kartę postaci..." Smutne słowa zawisły w powietrzu. Trochę szkoda, bo BG podjął na poprzedniej sesji wysiłek zdobycia kilofa (postanowili dostać się do wnętrza katedry). Spojrzałem na gracza z wyrzutem i odrzekłem po części z mściwości: "to nie macie kilofa... twój BG z dzikim krzykiem pobiegł w noc, rób nową kartę". Tak rozpoczęło się drugie spotkanie. Powitaliśmy w grupie nowego gracza, wcielił się w postać wędrownego kaznodziei, pojawiła się także Dobrawka - dziewczę z wioski prowadzone przez graczkę (poważnie? takie słowo istnieje?). Drużyna udała się w stronę odkrytej Katedry celem odkopania wejścia. W środku znaleźli wrota z zapisami w języku Mykonitów i masą płaskorzeźb. Zagadki otwarcia drzwi jeszcze nie rozwiązali. W gruncie rzeczy wydarzyło się niewiele. Kilka rzutów na początkowe nastawienie NPC sprawiło, że znaleźli sobie dobrych przyjaciół w strażnicy (rzut w tabeli questów i plotek - strażnicy eskortowali załogę do osuszania bagien do "odległego heksa 09-09). Kaznodzieja narobił sobie wrogów zbyt natarczywym krzewieniem swojej religii. Warto zapamiętać, że BG wprowadzony w wyniku "zapomnienia karty" obiecał jednej z kobiet w osadzie zabrać ją na zabawę. Umówiony dzień spędził na kopaniu w błocie łopatą użyczoną przez niewiastę zupełnie zapominając o złożonej obietnicy. Pod koniec wrócili do osady.

Trzecia sesja odbyła się w komplecie. Gracze byli zainteresowani kontynuowaniem sandboxa i stwierdzili, że Rhurgowi sklepać michę mogą kiedy indziej. Znalazła się też zguba, kości i sugestie graczy przy stole zadecydowały - BG powrócił nagi i obłąkany, wyposażony jedynie w kilof. Nalegał by do niego mówić per "Kilof". Nikt nigdy się nie dowie co mu się stało. Mściwoj podzielił się skórami wilków upolowanych na pierwszej sesji (mięso upiekli na ruszcie częstując strażników "kupując" sobie w ten sposób nocleg w strażnicy i kolejnych przyjaciół). Na samym początku zginął też bohater wprowadzony na poprzedniej sesji jako "zamiennik zagubionej karty". Nie dlatego, że "sprzątałem", tylko dlatego, że wystawił Jagnę przed potańcówką. Jej ojciec - Bogumił - zadźgał go zardzewiałą kosą przed karczmą.

Kolejne wydarzenia są ciekawym pokazaniem działania sandboxa w praktyce. Idą do swoich przyjaciół w strażnicy, rzucam na reakcję NPC. Wypada: "ogólnie przyjaźni, pomogą za przysługę". Kilof zaczyna negocjować przekazanie mu jakichś ubrań przez strażników. Nie ma problemu, tylko że będą chcieć czegoś w zamian... Tylko, cholera, czego? Nie miałem pojęcia czego mogliby chcieć strażnicy. Szybki rzut na tabelę plotek - jeszcze nie mogę zdradzić co wypadło, ale zostali poinformowani, że muszą zbadać sprawę porwania praczki w obozie "osuszaczy bagien" (09-09) przez Aligatora. Tym samym wprowadziłem drugi meta-plot modułu - wojnę między ludźmi, a zamieszkującymi bagna humanoidalnymi jaszczurami. Gdy dotarli na miejsce i zaczęli szukać śladów wspomogłem się tabelą abstraktów - wyszło coś o konflikcie między plemionami jaszczuroludzi. Odgłosy bitwy docierały z heksa 09-07.

Na miejscu spotkali wikliniarkę aligatorów (o dziwo nastawienie przyjazne - najwyższy wynik w tabeli nastawienie NPC - Mściwoj rozpoczął rozmowę z jaszczurką w jej tipi) i znaleźli kilka ciał aligatorów z niedawnej bitwy. Przy okazji walka z mięsożernymi płazo-rybami glonojadami pokazała ułomność mechaniki Oka - dwóch na trzech graczy nie rzucało, bo nie było sensu - nawet przy najniższym wyniku na kościach glonojady nie mogły ich zranić. Wyjaśnienie szczegółowe - w Oku każdy atak jest testem spornym, kto wygra ten zadaje cios drugiej osobie. Glonojady miały +4 do walki, moi gracze +14. Przy rzucie dwoma kośćmi sześciściennymi najwyższy możliwy atak Glonojadów to 16 (+4+6+6), kiedy najniższy możliwy dla poszukiwaczy przygód to 16 (+14+1+1). Nie ma przebicia, nie ma obrażeń.

Zdecydowaliśmy zatem zmienić system na Swords&Wizardry zachowując postacie i kontynuując eksplorację modułu.