Czyli ściany tekstu i relatywnie rudymentarna oprawa graficzna... Czyli ostatni kontakt z hobby statkującego się mężczyzny.


sobota, 15 listopada 2014

Sandbox - Swords&Wizardry i Bagna Pięciu Katedr #3

Post oryginalnie ukazał się na blogu Metalowe RPG 4 czerwca 2014. Sesje, o których mowa, odbywały się w lokalu dla graczy Hex na ulicy Dwernieckiego w Krakowie.


Gniew Mściwoja i Mściwy Gniewko

Wspominałem zdaje się wcześniej, iż sandbox jest dla nas odskocznią od regularnej kampanii MiniWar'a na Savage Worlds, a co za tym idzie zazwyczaj odwiedzamy bagna kiedy ktoś nie może się pojawić na sesji. Ostatnio grałem z Mikołajem i Weroniką z powodu nieobecności Sebcia i Przema. Z kolei tym razem to Weronika nie mogła przyjść, stawił się zaś Sebciu i Mikołaj.

Miałem zatem na sesji dwóch graczy, których postaci są co prawda w jednym heksie (09-07) ale jest między nimi różnica dwóch dni... I wtedy właśnie pada pytanie: "to co ja właściwie robiłem przez ostatnie dwa dni?"

"...yyy... zaprzyjaźniłeś się z wikliniarką i przegadaliście cały ten czas, dzięki czemu podłapałeś trochę dialektu aligatorów i rozpoznajesz ich dziwny akcent..." Po czym MG cały dumny z siebie z powodu jakże zgrabnego wybrnięcia z sytuacji wprowadza nowego gracza. Bartosz zasilił szeregi tym samym ratując sesję, bo nie miałem ochoty prowadzić dwóm osobom. Wcielił się w strażnika z ludzkiej osady, który wyruszył na poszukiwanie zaginionej praczki (nie, nie sam, to by było idiotyczne... po prostu resztę jego oddziału zeżarły bagienne węże). Widząc wychodzącego z namiotu człowieka i aligatora uniósł kuszę krzycząc "UCIEKAJ!!!". W tym samym czasie od wschodu przybył Zbrozło powłócząc nogami, z rękami ubrudzonymi ziemią i skórą otartą od kamieni, z których usypał Dobrawie kurhan. Przed wyruszeniem w drogę, należy zebrać drużynę w jednym miejscu i mieć nadzieję, że się nie pozabijają...

Mściwoj zasłonił własną piersią panią aligator próbując wyperswadować agresję Gniewko ("ona jest przyjazna!"). Gniewko potrząsał kuszą ("nie wiesz o czym mówisz, oni od pokoleń porywają naszych ludzi!"). Kapłan wszedł pomiędzy kłócących się próbując ich rozdzielić. Ostatecznie Gniewko powstrzymał się od wymierzania pani aligator dziejowej sprawiedliwości i jej nie zabił, choć wciąż spoglądał podejrzliwie na tych bratających się z wrogiem zdrajców. Wspomniałem, że pani aligator jest nową postacią Weroniki? I wtedy Sebciu zadał drugie niewygodne pytanie wieczoru: "właściwie czemu wyszliśmy z tego namiotu?"

"...yyy... skończyły się ryby."

Gdy napięcie opadło Zbrozło opowiedział co stało się z Dobrawą. Mściwoj, który nieco się do niej przywiązał, zapałał gniewem i nie bacząc na to, że słońce schowało się za horyzontem chciał popędzić nocą na cmentarz i wymierzyć sprawiedliwość nieumarłym stworom odpowiedzialnym za jej śmierć. Dostrzegł także (sporny charyzmy), że Zbrozło zataił przed nim kilka szczegółów dotyczących śmierci Dobrawy (konkretnie nie uznał za stosowne wspomnieć, że Dobrawa zginęła, kiedy on poszedł sobie na spacer). Obserwacje te zachował dla siebie.


"Jak to równiny?" czyli tam i z powrotem...

Gniewko poinformował o swoim zadaniu i drużyna przypomniała sobie co właściwie tutaj robi. Zdecydowali się ruszać na północ, lecz kiedy MG opisał równinny krajobraz natychmiast zrobili zwrot w tył o 300stopni. Nie do końca zrozumiałem czemu tak im zależało na powrocie do brodzenia po kolana w błocie. Osobiście winię "Jesienną Gawędę"...

Kiedy słońce chyliło się ku zachodowi, a drużyna dotarła na mokradła, MG opisał gigantyczny menhir z grubymi naroślami zwisającymi niczym wierzbowe witki, który nagle... otworzył oczy wielkości beczkowych denek. Bez zastanowienia wzięli nogi za pas, a że z tabelki reakcji wyszło coś, co można by zinterpretować jako "aż tak mi nie zależy" potwór (kraken bagienny) pozwolił im uciec. W środku nocy ciężko dysząc wrócili na równiny.

"Co z wikliniarką?"
"Skończyła wyplatać i wróciła do wioski..."
"Mówiła kiedy wróci?"
(MG zerka w tabelki i na mapę) "...za sześć dni."
"Zwróciliśmy uwagę w którą stronę poszła?"
"Gdzieś na południowy wschód..."
"Idziemy za nią!"

Z niezrozumiałego dla mnie powodu drużyna postanowiła ruszyć w stronę wioski, gdzie gadzie kapłanki składają krwawe ofiary z ludzi. Żeby było śmieszniej - Mściwoj był tego faktu świadom (jako jedyny z grupy). Brodząc przez bagna znaleźli kamienną tablicę z pismem Mykonitów.

W nocy kapłan prosił Jedynego o ochronę, a Jedyny zesłał mu sen, którego przesłanie było następujące - rozmowa dalej cię zaprowadzi, niż przelew krwi. Ze snu wyrwał go alarm współtowarzysza, który zauważył chodzącego po bagnach aligatora (patrol z męskiej wioski, pojedynczy osobnik, nastawienie neutralno-nieprzychylne). Rozpoczęli negocjacje. Aligator nie był wrogo nastawiony i był świadom przewagi drużyny, więc nie atakował. W czasie negocjacji zdradził, że szuka swoich towarzyszy, od których się oddzielił, a za pęk strzał zdradził informację o położeniu wioski aligatorów kobiet "tych zarozumiałych feministycznych świń" (aligatory mają brutalne i krwiożercze społeczeństwo oparte na matriarchacie, spotkany aligator reprezentował opozycję z innej wioski, która nie zgadzała się na damską dominację). Poużywałem sobie na feministkach odwracając ich własne hasła o uciemiężeniu opresją plemników przeciwko nim i wkładając je w usta aligatora.


"Jak duży jest ten cmentarz?" czyli jesteśmy w lesie...

Na początku sesji przypominałem graczom, że sesja może nie być jakoś bardzo dynamiczna, bo będę zaglądał do podręcznika i szukał zasad, których jeszcze nie opanowałem do końca. Stopniowo wprowadzałem kolejne zasady - w tym zasady eksploracji dziczy z cyklu "ja ten kamień gdzieś już widziałem" czyli o gubieniu się. Gracze szukali wioski, kości zadecydowały, że się zgubili, więc rzuciłem jeszcze raz, żeby określić w którą stronę zboczyli. Zamiast maszerować przez bagna (11-08) znaleźli się w lesie (11-07). Nie zorientowali się (bo wszak nikt nie wiedział na jakich terenach znajduje się wioska aligatorów). Brnęli dalej (kolejny rzut na to w którym kierunku idą naprawdę) by usłyszeć "...kiedy wychodzicie z lasu dostrzegacie jak teren lekko się wznosi, a gdzieś w oddali, na szczycie pagórka, dostrzegacie kamienny mur. Gdy podchodzicie bliżej, dostrzegacie, iż otacza on cmentarz na którym suche drzewa upiornie sterczą wyglądając jak szponiaste dłonie próbujące wyrwać się z ziemi i sięgnąć nieba..."

Co ciekawe - gracze nie wzięli w ogóle pod uwagę tego, że się zgubili. Zamiast tego chwycili za gumkę, żeby wymazać zaznaczoną wioskę aligatorów. Dopiero po chwili Zbrozło zorientował się, że to ten sam cmentarz. Pełen zwątpienia zastanawiał się jak duży jest cmentarz (w domyśle "na ile heksów"). Kiedy w końcu dotarła do nich informacja, że się zgubili Mściwoj wzruszył ramionami i ruszył gniewnie w stronę cmentarza krzycząc: "Widocznie Jedyny chce, byśmy pomścili Dobrawę!"

Ewidentnie nie chciał. Rzut na spotkanie w nocy wskazał na "ciszę i spokój"...

...co nie przeszkodziło im spędzić nocy na drzewie (tak, tym samym...)

Gumka poszła w ruch. Kiedy już się zorientowali gdzie są i skąd przyszli obrali ponownie kierunek na wioskę podłych gadzin... znaczy feministek... znaczy aligatorów-kobiet. Do drodze stali się świadkami opresji jajorodów. Dostrzegli grupę gadzich drwali-niewolników - zakutych, zahipnotyzowanych i smaganych batem przez pilnującą ich kapłankę aligatorów. Postanowili zadziałać. Bełty Gniewka fruwały w powietrzu, a Mściwoj szarżował z włócznią. Po dwóch rundach walki zapytałem Sebcia czy grał w Fallouta.

Grał...

Kazałem mu dopisać sobie do ekwipunku jaszczurkę na patyku...

Ba dum tsss...


Japońska pułapka na poszukiwaczy przygód

Drużyna brnęła przez bagna i kiedy w oddali już zaczęli dostrzegać światła osady aligatorów w błota przed nimi wyłoniła się młócąca wodę macka. Kraken powrócił i tym razem był wku****ny (rzut w tabelce reakcji). Wpierw zaczęli uciekać w stronę wioski, ale wkrótce boleśnie oczywiste okazało się, że miejscowi im nie pomogą (rzut na tabelę reakcji i zatrzaśnięcie bram przed nosem). Lekko pobledli gdy rzuciłem krakenowi na HP-ki... garścią kości... dwa razy... (110 jakby ktoś był ciekawy) Podjęli decyzję żeby się rozdzielić - w grupie i tak zabije ich wszystkich, a tak zginie tylko jedna osoba. Kraken rzucił się za Gniewkiem, ten stwierdził, że jeśli dobiegnie do lasu będzie bezpieczny. Z tym, że tym razem rzut w tabeli reakcji nie był przychylny i kraken miał zamiar go gonić, a miał tempo przekraczające tempo Gniewka o 6. Dodałem do tego 10 i na szybko zaimprowizowałem zasadę rzutu na budowę czy graczowi uda się zbiec. Udało się. Gniewko przeżył, lecz jego towarzysze i tak zaczęli planować pogrzeb przekonani o jego śmierci.

Pierwszy raz w życiu widziałem, jak złamanie zasady "never split the party" (NIGDY nie rozdzielać drużyny) zwiększyło przeżywalność. Kiedy gracze ustalali dalsze plany i szykowali się do nocy ja rzucałem sobie w tabelkach na skarb w leżu krakena. Dziką radość sprawiło mi to, że z rzutów wyszło, że część skarbu zamienia się w cenne przedmioty (YO DAWG, we heard you like to roll so we put an option to role some more in your roll table).

Uparci z nich samobójcy. Nad ranem znowu dobijali się do bram wioski (12-09). Otworzył im aligator który na widok ciepłokrwistych zaczął się z nich śmiać "przyssstawki przyszszszły, ssspójrzcie cssso zsssa ciepłokrisssci" zamiast od razu przystąpić do konsumpcji (NAJWYŻSZY możliwy wynik na tabeli reakcji). Poprosili o widzenie z wikliniarką. Ta, kiedy tylko ich zobaczyła, sssugessstywnie zaznaczyła, że "ich tu nie powinno być".

Udali się zatem na wschód i dotarli do rzeki (13-09). Nie mając możliwości jej przekroczyć ruszyli na północ.


Stary, gdzie moja bryka?

Mściwoj na bagna dotarł w pewien szczególny sposób omówiony wcześniej. Kiedy drużyna (czy właściwie to co z niej zostało czyli Zbrozło i Mściwoj) udała się na północ dostrzegli w oddali wrak łodzi i kręcące się wokół niej sylwetki dwunastu męskich jaszczurów (na początku całej gry określiłem gdzie ta łódź jest rzucając na losową pozycję na mapie, patrol aligatorów wyszedł z tabelki, nastawienie NPC 5/6, czyli pozytywne, ustaliłem że będzie to spotkany wcześniej aligator ekstremista antyfeministyczny, który spotkał swój zagubiony oddział - a co za tym idzie, początkowo unieśli by broń, lecz aligator by ich poznał i uspokoił współtowarzyszy, obyłoby się bez rozlewu krwi, ponadto rzut kostką zdecydował, że aligator wiedział, że BG uwolnili drwali). Do spotkania nigdy nie doszło, bo drużyna postanowiła nie ryzykować.


Łoś zabójca i kapliczka chłepcących obwiesi 

Bohaterowie udali się do lasu, gdzie odnaleźli napotkaną wcześniej kapliczkę Mykonitów. Kapliczka ta miała wyrzeźbione gwiazdy układające się w linię (tabela abstraktów - gwiazdy ustawiające się w porządku, koniunkcja ciał niebieskich) a na samym dole była misa z wodą. Misa ta miała służyć temu, że przy spokojnej tafli wystarczyło w nią spojrzeć i było widać prześwit między drzewami ponad głowami i nocne niebo. Powiedziałem "przy spokojnej tafli" - tafla nie była spokojna bo ci obwiesie rzucili się na wodę i zaczęli ją łapczywie spijać, zamiast zbadać to dzieło antycznej myśli artystyczno-mistycznej. Perły przed wieprze... perły przed wieprze powiadam.

Noc minęła spokojnie. W tabelce wypadła chyba najbardziej sielankowa, niewinna i bezpieczna opcja pod tytułem "leśne zwierzę łoś/zając/sarna". Stwierdziłem że zakończę sesję humorystycznym "budzisz się, otwierasz oczy a tu łoś dyszy ci w twarz jakieś pięć centymetrów od nosa...". Ale nie... Bo gracz stwierdził, że go zadźga i będzie na mięso. Mściwoj niemal nie przeżył walki ze spokojnym, leniwym, nieagresywnym łosiem... (formalnie rzecz biorąc był martwy, ale przypomniało mi się, że wcześniej nie odpisałem mu zregenerowanego 1HP za noc odpoczynku)

Tym samym to niewinne i bogom ducha winne zwierzątko stało się najpoważniejszym spotkaniem (w znaczeniu encounter) całej sesji przebijając ze swoimi 6HP nawet krakena ścigającego BG po bagnach...

Graliśmy około cztery godziny, rozegraliśmy w tym czasie sześć dni. Gniewko udało się powrócić bezpiecznie do ludzkiej osady. Szczególnie podobało mi się odgrywanie przez graczy postaci i fakt, że w tym czasie mogłem przekartkować zasady. Kiedy ja ślęczałem nad podręcznikiem sesja nie zwalniała tempa.

Będę musiał zmodyfikować system przyznawania doświadczenia i wrócić do oryginalnego z dorzuceniem zasad z Arnesona (XP za GP wydane zgodnie ze światopoglądem), bo za wolno się rozwijają. I będziemy musieli wykombinować jakąś miejscówkę, bo Hex się nie sprawdza.